40 lat temu Europa, o czym dowiedzieliśmy się dopiero po pewnym czasie, stanęła na progu ZŁA. Tego, które przyszło ze wschodu. Czarnobyl. Dla jednych: synonim największej katastrofy w historii energetyki jądrowej i jednej z największych katastrof przemysłowych XX wieku. Dla innych to ekscytujące miejsce, działająca na wyobraźnię atrakcja, doskonale funkcjonująca w kulturze masowej.
Jak traktować to miejsce? Jako idealną jednodniową wycieczkę z ukraińskiego Kijowa, niesamowicie popularną i rekomendowaną przez TripAdvisor, wzmocnioną popularnym serialem HBO? Czy jako specyficzną „wizytę na cmentarzu?” Byłem w Czarnobylu w 2010 roku. Byłem w Czarnobylu również w 2018 roku. Jestem z pokolenia, które osobiście pamięta awarię w elektrowni atomowej. Do dziś pamiętam smak płynu Lugola, który musiałem wypić w przedszkolu. I lubię nietypowe miejsca. W przeddzień 32. rocznicy katastrofy w Czarnobylu napisałem tekst-reportaż z tego miejsca, który ukazał się na łamach największego serwisu o podróżowaniu.
Minęło 8 lat – tekst nie stracił nawet na jotę ze swojej aktualności. Dziś obchodzimy 40 rocznicę katastrofy. Chciałbym zabrać was na wycieczkę. Zapnijcie pasy.