Category

Miejsca

Category

40 lat temu Europa, o czym dowiedzieliśmy się dopiero po pewnym czasie, stanęła na progu ZŁA. Tego, które przyszło ze wschodu. Czarnobyl. Dla jednych: synonim największej katastrofy w historii energetyki jądrowej i jednej z największych katastrof przemysłowych XX wieku. Dla innych to ekscytujące miejsce, działająca na wyobraźnię atrakcja, doskonale funkcjonująca w kulturze masowej.

Jak traktować to miejsce? Jako idealną jednodniową wycieczkę z ukraińskiego Kijowa, niesamowicie popularną i rekomendowaną przez TripAdvisor, wzmocnioną popularnym serialem HBO? Czy jako specyficzną „wizytę na cmentarzu?” Byłem w Czarnobylu w 2010 roku. Byłem w Czarnobylu również w 2018 roku. Jestem z pokolenia, które osobiście pamięta awarię w elektrowni atomowej. Do dziś pamiętam smak płynu Lugola, który musiałem wypić w przedszkolu. I lubię nietypowe miejsca. W przeddzień 32. rocznicy katastrofy w Czarnobylu napisałem tekst-reportaż z tego miejsca, który ukazał się na łamach największego serwisu o podróżowaniu.

Minęło 8 lat – tekst nie stracił nawet na jotę ze swojej aktualności. Dziś obchodzimy 40 rocznicę katastrofy. Chciałbym zabrać was na wycieczkę. Zapnijcie pasy.

Tam, gdzie góry są jak drugi dom, największe jezioro nazywane jest morzem, a dziecko jest twoje i jednocześnie twojego ojca. Tam, gdzie truchło kozy jest piłką, kumys smakuje jak ambrozja, a bagażnik zdezelowanej łady zmienia się w akwarium. Tam, gdzie bezkres, wiatr i zapach czasów minionych. Tam, gdzie woda toczy walkę z Ogniem, a Historia stoi z boku i skubie trawę. Tam, gdzie Nargiza, z nadmiarem uśmiechu i deficytem uzębienia, wyciera palce z resztek beszbarmaku, cedząc z wolna Silerde Polshada beyishtey go, ee? Bizde da oshondoĭ da! (U was w Polsce musi być jak w raju, tak jak u nas).

Uważaj, abyś nie wsiąkł.

Reportaż Pana Podróżnika z Kirgistanu.

Dożyliśmy dziwnych czasów. Góry, te duże, mniejsze i całkiem malutkie, w obrębie naszego polskiego grajdołu stały się areną nieomal walk plemiennych. Po jednej stronie: turyści, którzy chcą deptać górskie szlaki, cieszyć się przyrodą i samą obecnością w pięknych miejscach. Po drugiej: wyczynowcy i pasjonaci cyferek, rekordów, statystyk, skupieni na konkretnym zadaniu, dla których skrót FKT stanowi najważniejszy imperatyw decydujący o zainteresowaniu się danym pasmem i szczytem. Nagroda? Dyplom, książeczka, coś policzalnego.

Zdobywanie szczytów górskich przestało być elitarne. Stało się egalitarne. A wraz z rosnącą popularnością, równie szybko rośnie presja na zrobienie czegoś inaczej niż poprzednicy. Nawiązujące do tradycji antycznej olimpijskie hasło Citius-Altius-Fortius (szybciej, wyżej, mocniej – przyp. aut.) powoduje przesunięcie środka ciężkości. Górska pasja zmienia się niekiedy w wyścig przy wsparciu technologicznego dopingu, ekologia musi ustąpić presji zakładanego rekordu. Czy naprawdę na tym powinno polegać cieszenie się górskim krajobrazem?

Piękna okazja na super wycieczkę w kwietniu, która zajmie caaaałą dłuuugą sobotę i fragment niedzieli. Szybka podpowiedź od Pana Podróżnika: błyskawiczny city break, który ma w sobie klimat północnej przygody, spektakularne widoki rodem z „Gry o tron”, klasykę szkockiego fast foodu, zwiedzanie historycznych miejsc i możliwość sprawdzenia, czy whisky single malt w Szkocji smakuje tak dobrze, jak mawiają.

Całość (przelot z Trójmiasta, w dwie strony, do Aberdeen – jednego z najbardziej imponujących szkockich miast) za cenę, która może wzbudzić uśmiech radości na twarzy wszystkich budżetowych podróżników. Szybko, póki bilety są jeszcze w systemie 🙂

Czymże jest potrawa bez odrobiny przypraw? Czymże jest podróżowanie bez odrobiny szaleństwa? Dla tych, którzy są gotowi na nietypową przygodę – i mogą zaakceptować fakt, iż tego typu podróże zwiększają ślad węglowy – Pan Podróżnik ma coś specjalnego. Co powiecie na ekspresową wycieczkę (obejmującą wtorek i środę) na afrykański kontynent, na południe Maroka? Czy taki wyjazd ma w ogóle sens? I czy faktycznie za bilety lotnicze na międzykontynentalne połączenie w styczniu zapłacicie tyle, co za Pendolino z Krakowa do Warszawy?

Podrzucam inspirację: sami zdecydujcie, czy przyjmiecie wyzwanie 🙂

I takie wiadomości lubimy. Wróciła genialna promocja na tanie połączenia do Czech – tym razem nie na wakacyjne kursy, a na wczesnojesienne wycieczki. Przedłużony weekend w Pradze (piątek-poniedziałek), do której dojedziecie bezpośrednim pociągiem z Krakowa, w cenie niższej niż zakup słynnego Burgera Drwala w McDonald’s?!

Bierzcie i rezerwujcie. Jak to zrobić?

Nie słuchajcie „ekspertów”, którzy twierdzą, że era taniego latania już się skończyła. Przykład przeczący tezie o śmierci ultratanich biletów lotniczych? Niewiarygodna okazja – i to w absolutnym szczycie sezonu (wakacje!) – którą można znaleźć w systemie rezerwacyjnym linii lotniczej Norwegian, operującej także na polskim niebie. Czekają na was okołoweekendowe loty, m.in. z Warszawy, Krakowa i Gdańska. Cel? Samo serce Arktyki, fascynujący (i nie tak mroźny) Spitsbergen.

Ile kosztuje przelot w dwie strony do Longyearbyen, które jest najdalej na północ położonym miastem świata, zaledwie 817 mil (1316 km) od bieguna północnego? Trzymajcie się mocno krzesła: mniej niż 450 PLN! Jak to możliwe?

Mawiają, że trudno o bardziej „polski” kraj podczas wakacyjnych wojaży. Twierdzą, że na uliczkach małych miasteczek w okolicy Makarskiej, Splitu czy Trogiru łatwiej usłyszeć naszą rodzimą mowę niż dźwięczne słowa pobratymców Janicy Kostelić czy Blanki Vlašić. Śmieją się, że widok rejestracji z polską flagą na kempingu to standard i jednocześnie gwarancja imprezy, a sama Chorwacja to tylko plaże, słońce i beztroski wypoczynek.

Żaden z powyższych stereotypów nie jest prawdą. W upalny letni weekend jadę do Chorwacji, pociągiem z Polski. Przeglądam swój plan aktywności outdoorowych na najbliższe dni: rafting, canyoning, zipline, rowery górskie, kitesurfing, elementy wspinaczkowe. Niemożliwe? Ależ skąd!

Z czym kojarzy się styczeń w Polsce? Najczęściej: z zimowym anturażem, podkreślonym śniegiem i niską temperaturą. A można przecież inaczej: jedna z najpiękniejszych wysp na Morzu Śródziemnych nawet w styczniu kusi kilkunastoma stopniami powyżej zera i idealnymi warunkami do niespiesznego zwiedzania. A gdy loty na Maltę kosztują tyle, co w dzisiejszej propozycji Pana Podróżnika – warto rozważyć zmianę klimatu chociaż na kilka dni.

Jesteście zainteresowani?

Ta okazja wróciła, tym razem z innego miasta (wylotu) w Polsce. Jordania warta poznania, z Poznania :-). Zwiedzanie jednego z siedmiu współczesnych cudów świata + wizyta na słynnej pustyni + iście marsjańskie widoki + gwarantowana słoneczna pogoda + dwa morza, nad którymi można spędzić czas? A to wszystko w trakcie kilkudniowego wyjazdu: bilety lotnicze na bezpośredni lot z Polski – w dwie strony! – są „do wyrwania” za 138 PLN. Spieszcie się, ponieważ taka cena długo się nie utrzyma.

Nie od dziś wiadomo, że dla przewoźników tak zwanym „czasem żniw” są wakacje, okres świąteczny oraz wszelkie długie weekendy. To właśnie wtedy, podczas wertowania systemów rezerwacyjnych, zamiast tanich okazji znajdziecie najdroższe bilety lotnicze, kolejowe i autobusowe. Ale od każdej reguły można znaleźć wyjątki ;-). Co powiecie na wakacyjny przedłużony weekend w Pradze (piątek-poniedziałek), do której dostaniecie się wygodnym, bezpośrednim pociągiem z Krakowa – a bilet w dwie strony uszczupli wasz portfel o 36 PLN?!

Tak, to nie pomyłka! Jak to zrobić?

Przy takich okazjach cenowych, rada jest tylko jedna: do telefonu / komputera marsz… i szybko rezerwować bilety, zanim ktoś was uprzedzi. Tym razem nie ma potrzeby posiadania członkostwa w żadnym klubie zniżkowym: po prostu wchodzicie na stronę przewoźnika lotniczego, kupujecie bilety – i spędzacie czas od sobotniego wczesnego popołudnia do niedzielnych godzin wieczornych w stolicy Rumunii, nie tracąc nawet jednego dnia urlopu. Brzmi jak ciekawy plan?

Recepta na egzotykę podlaną kreolską fantazją i francuskim sznytem? Szczypta Unii Europejskiej na Oceanie Indyjskim plus istny raj dla miłośników nurkowania i plażowania? Konia z rzędem temu, kto słysząc „Mauritius”, nie skojarzy tego wyspiarskiego państwa z takimi określeniami, jak luksus, drożyzna czy kraj z pocztówki – i jednocześnie będzie w błędzie, ale o tym nieco później. Reunion to jeszcze większa zagadka, ponieważ turyści z Polski stosunkowo rzadko docierają do wulkanicznej perły tej części świata.

Co łączy wspomniane miejsca? Usytuowanie w ramach archipelagu, który bywa przedmiotem śmiesznych pomyłek (– Maskareny? Chyba Malediwy!), przyroda i możliwość uprawiania wieloaspektowej aktywności outdoorowej. Ale Mauritius i Reunion różnią się od siebie, dając potencjalnemu turyście komfort wyboru. Jaką zatem podjąć decyzję?

Lista kierunków turystycznych, które przebojem wdzierają się na podróżniczy, gwarny rynek z szyldem „Gdzie warto pojechać”, wciąż się zmienia, przeobraża, rekonfiguruje. Na jej kształt mają wpływ lokalne i światowe konflikty, polityka, inflacja, łatwość dotarcia, zjawiska atmosferyczne czy chociażby moda. Natura nie znosi próżni, a w bliskowschodnim kotle w ostatnich latach pojawiło się nowe, atrakcyjne danie.

Czy można w trakcie jednego wyjazdu połączyć nurkowanie i leniwy wypoczynek spod znaku plażowania z tak odmiennymi typami aktywności, jak nocleg na prawdziwej pustyni w beduińskim namiocie, trekking w iście księżycowym otoczeniu, wypicie hektolitrów herbaty na gwarnym bazarze, podziwianie jednego z siedmiu nowych cudów świata oraz kanioning? A to wszystko bez rozbijania świnki-skarbonki? Witamy w Jordanii.

I to się nazywa okazja! Czy można dostać się z Krakowa, Warszawy – ale również z innych polskich miast – na jedną z najpiękniejszych wysp świata, czyli Maderę, za cenę 8 biletów do Multikina? Okazuje się, że tak! To wręcz niewiarygodne, ale bilety łączone (przewoźnicy niskosztowi) pojawiły się w systemach rezerwacyjnych i… jeszcze nie znikły. Rezerwujcie, zanim ktoś was uprzedzi!

Pandemia COVID-19 zmieniła sporo reguł gry na rynku turystycznym. Jednym z pozytywnych aspektów – i jednocześnie następstw tego smutnego okresu – jest wyraźnie zdefiniowane i widoczne zjawisko „podróżowania do tutaj”, czyli odkrywanie punktów położonych w Polsce: nie tylko na jej drugim krańcu, lecz wręcz blisko naszego miejsca zamieszkania. Wcześniej, przed pandemią, zbyt często skupialiśmy się na podziwianiu cudów natury i przyrody podczas naszych zagranicznych wojaży – zapominając, że tuż pod nosem mamy równie interesujące punkty, które możemy odwiedzić. Cytat ze Stanisława Jachowicza („Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”) bywał boleśnie aktualny.

Pan Podróżnik ruszył szlakiem polskiego dobra narodowego: jabłek. Do smaków i zapachów dodał szczyptę historii, łyk chmielowego napoju oraz opowieść o bohaterze polsko-amerykańskim. Jak poszło?

Trwa odliczanie przed oficjalnym rozpoczęciem sprzedaży biletów umożliwiających podziwianie Warszawy praktycznie z lotu ptaka. Mowa o Highline Warsaw, czyli najnowszej atrakcji w stolicy Polski. Potężny budynek Varso Tower, „drapiący chmury” swoją iglicą (310 m nad poziomem ulicy) to nie tylko doskonały punkt orientacyjny, nieopodal Pałacu Kultury i Nauki, Złotych Tarasów i dworca Warszawa Centralna – ale również najwyższy taras w całej Unii Europejskiej, który już za kilka dni rozpocznie przyjmowanie pierwszych gości.

Pan Podróżnik miał okazję przedpremierowo zawitać na panoramiczny taras 360°, zajrzeć do HighGarden Rooftop Lounge oraz obejrzeć pokój doświadczeń przedstawiający historię miasta. Czy warto?

Mawiają, że nie można rozpraszać się ponad miarę. Sztuka uważnego podróżowania to wyłapywanie drobiazgów. Okruchów emocji. Przebłysków światła i zapachów dobiegających z mijanych zaułków. Niekiedy przyprawą jest brud i niewygoda. Częściej, pogoda. Ta sama, która zaprasza do zwiedzania, kusząc słońcem i wesołymi cumulusami. Lub gra z nami w szkockiego wista kartami znaczonymi deszczem i wiatrem przeszywającym do samej skóry. Ale czy to w ogóle przeszkadza? Czy to ma jakieś znaczenie?

Podróżując przez Szkocję pociągiem trudno skupić się na szczegółach. Zegar tyka w rytm mijanych stacji, zmysły odbierają mocne sygnały, droga jest celem samym w sobie.

Ile powinien kosztować bilet wstępu do jednego z najsłynniejszych obiektów turystycznych w Małopolsce, czyli kopalni soli w Bochni? Normalna cena to blisko 100 PLN (89 PLN przy zakupie online, 98 PLN przy zakupie w kasie). Ale istnieje sposób, aby zwiedzić kopalnię – i to w lipcu, w szczycie sezonu wakacyjnego – za najlepszą możliwą cenę, czyli… 0 PLN! Jak to zrobić?

Czy można pogodzić aktywność outdoorową z doznaniami artystyczno-muzycznymi? Ten nietypowy mariaż jest jak najbardziej wykonalny. Przemierzając górskie szlaki możemy równocześnie uczestniczyć w wydarzeniach rodem z sal koncertowych. I właśnie na jeden z takich festiwali muzycznych, odbywający się w Dolomitach (I Suoni delle Dolomiti) postanowiłem się wybrać – sprawdzając przy okazji, co dobrego słychać w regionie Trentino.

Relacja Pana Podróżnika z Trentino.

Jaka jest „uczciwa cena” za bezpośredni lot w dwie strony wprost na chorwackie plaże? Z punktu widzenia potencjalnego podróżnika: im niższa, tym lepiej. Co zatem powiecie na zakończenie roku szkolnego (lub nieco wcześniejsze rozpoczęcie wakacji) w jednym z ulubionych krajów naszych rodaków, płacąc za bilet mniej niż za pociąg Pendolino z Krakowa do Warszawy? Rezerwujcie, zanim bilety znikną.

Historia rodem z czasów Haruna Ar-Raszida kontra codzienność. Ślady kul na budynkach, stukot młoteczków kotlarzy na miedzianym targu i smak mięsa podkręconego baharatem. Hałas, kurz, feeria barw i ten specyficzny chaos, podlany egzotycznym, bliskowschodnim sosem bezwładu. Bagdad i jego okolice to miejsce na rozdrożu tego, czym zawsze chciało być i tego, czym musiało się stać. Być może to nowy ląd do odkrycia przez podróżników, którzy lubią zbaczać z utartych ścieżek.

Reportaż Pana Podróżnika ze stolicy Iraku.

Na pozór to niemożliwe: czy można spędzić noc (23.00–07.00) w większości dużych polskich miast – m.in. Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Łódź, Szczecin, Katowice, Lublin, Rzeszów, Trójmiasto – za cenę dużej butelki Pepsi? Przy pewnej dozie tolerancji na niewygodę – jak najbardziej tak! Co więcej: lokalizacja tych specyficznych „noclegów”, niekiedy tuż przy portach lotniczych, może stanowić doskonałą alternatywę do kilkugodzinnego oczekiwania w lotniskowej poczekalni na poranny lot.

Opisany patent można potraktować jako awaryjny pomysł na nocleg w obcym mieście – nie jest to promocja dotycząca klasycznego miejsca w hotelu, hostelu lub innym obiekcie noclegowym 😉

Europa to fascynujący kontynent. Oprócz krajów, które szczycą się historią państwowości liczoną w tysiącach lat – na politycznej mapie odnajdziemy także miejsca, gdzie pojęcie „niepodległość” jest stosunkowo świeżym zjawiskiem. Wpatrzeni w klasyczne cele wakacyjnych podróży, mając z tyłu głowy turystyczne przyzwyczajenia, niekiedy tracimy ostrość spojrzenia. I gubimy z horyzontu pomysłów wyjazdowych kraje-perełki, które zdecydowanie zasługują na uwagę.

Takim państwem jest Czarnogóra. Kraj, który zmaga się z „syndromem młodszego brata”. To państwo, które za kilkanaście miesięcy (na wiosnę 2026 r.) świętować będzie 20-lecie proklamowania niepodległości. Czarnogóra wciąż jest nie do końca odkryta, walcząca ze stereotypami i kusząca naszych rodaków tym, czego na próżno szukać nad Bałtykiem. Zatem: hit czy kit?

Pobawmy się w kontrasty. Przykładowo w „tak blisko, tak daleko”. Blisko, ponieważ nawigacja w telefonie nie kłamie. I głosem sztucznej inteligencji wskazuje, że samochodowa trasa z Polski do Rumunii – np. z Krakowa do Oradei – to mniej niż 500 km. Dystans zbliżony do przejażdżki między byłymi stolicami naszego kraju, czyli Krakowem i Poznaniem.

Daleko, ponieważ Rumunia wciąż musi walczyć o uwagę potencjalnych turystów, udowadniając, że jest niebanalnym celem podróży, a nie tylko przystankiem w drodze na bułgarskie plaże nad Morzem Czarnym. A stereotypy, które niekiedy pokutują w głowach podróżnych przed rozpoczęciem wyjazdu, powinny odejść do lamusa. Postanowiłem rozprawić się z kilkoma z nich, po prostu ruszając w drogę.

Takie akcje Pan Podróżnik lubi i szanuje: łącząc kod zniżkowy na 100 PLN, dostępny w aplikacji jednej z najpopularniejszej sieci sklepów w Polsce oraz sprytne wyszukiwanie ofert noclegowych, możecie za kilkadziesiąt PLN spędzić noc w hotelach 3* i apartamentach w Polsce. Przykład? Hotel 3* NAT (z basenem i śniadaniem) w Świnoujściu za… 85 PLN, hotel TeoDorka Med & Spa w Ciechocinku za 49 PLN czy nocleg w Convictus Cracovia *** w Krakowie za 89 PLN. Ale to nie koniec dobrych informacji: przy podaniu „właściwej” daty urodzin, możliwe są rezerwacje od 1 PLN! Pośpieszcie się: kod jest do odebrania do 28.02.2025 r.

Antarktyka i Antarktyda… Na pozór niegościnny rejon świata, niedostępny dla turystyki zorganizowanej. Zamykacie oczy i myślicie o pingwinach, górach lodowych i wszechobecnej pustce. Wyobraźnia podpowiada wam scenariusze, w których odwiedziny lodowego kontynentu to ostateczne wyzwanie dla podróżników mających na rozkładzie odbyte wyjazdy w niemal każdy zakątek naszej planety.

Otwieracie oczy. Jesteście na statku, płyniecie właśnie przez Cieśninę Drake’a, a wasze marzenia stają się realne. Co więcej, drogę na siódmy kontynent znaczy smak najlepszych steków na świecie, które wylądowały na waszych talerzach kilka dni temu w ojczyźnie jednego z popularnych tańców. Jak to zrobić?

Smugi brudu na szybie układają się w szarobure pasy, niczym motyw ludowy na kawałku tkaniny. Za oknem przemykają widoki, które urywają głowę. Czuję przestrzeń, reguluję oddech, odnotowuję kolejne przepaście i mosty nad nimi. Oczy przyzwyczajają się do stałego rytmu – wyznaczanego przez ciemność, tunele, jasność, góry, rozlewające się plamy światła. Na stoliku w przedziale, owinięte w zatłuszczony papier, czekają pachnące resztki prezentu, który sprawiłem sam sobie tuż przed odjazdem. To była budka z pljeskavicą, to było w innym kraju, to było kilka godzin temu, to było pyszne. Tymczasem dźwięczne laku noć (dobranoc) zmieniło się w melodyjne dobro jutro (dzień dobry).

Nazywają go podniebnym ekspresem. Z drugim określeniem mógłbym polemizować. Z pierwszym – nawet nie zamierzam. Całość to przygoda w czystej postaci.

Ponad dwa miesiące. Blisko dziesięć tygodni. Tyle czasu minęło od dramatycznych wydarzeń, które dotknęły część z gmin na południowym zachodzie Polski. Obrazki zalanego centrum Lądka-Zdroju czy Bystrzycy Kłodzkiej powoli zacierają się w pamięci, a turystyczny kalendarz wskazuje, że czas zacząć planować wyjazdy na rozpoczynający się sezon zimowy. Czy tradycyjne narciarskie szaleństwo na stokach w Zieleńcu, korzystanie z oferty uzdrowiskowej lub zwiedzanie zamków, podziemi i innych atrakcji będzie możliwe?

Pan Podróżnik wybrał się tam osobiście, aby sprawdzić aktualną sytuację z punktu widzenia typowego turysty. Odpowiedź na powyżej zadane pytanie nie jest do końca oczywista.

I to się nazywa prawdziwa podróżnicza promocja na Black Friday – zatem szybko, szybko, szybko, zanim ktoś was ubiegnie lub specjalny kod przestanie działać. Podróże lotnicze po Polsce za cenę 4 puszek Pepsi, także w okresie świątecznym, noworocznym, w ferie zimowe oraz w trakcie trwania majówki i wakacji? A może wyprawa na inny kontynent za mniej niż 100 PLN? Niewiarygodne, ale takie ceny są do uzyskania przez każdego, a bilety lotnicze trafiają na skrzynki mailowe sprytnych podróżników. Na co czekacie?!

Zwiedzanie jednego z siedmiu współczesnych cudów świata + wizyta na słynnej pustyni + iście marsjańskie widoki + gwarantowana słoneczna pogoda + dwa morza, nad którymi można spędzić czas? A to wszystko w trakcie tygodniowego wyjazdu (niedziela-niedziela), obejmującego termin ferii zimowych w Polsce? Bilety lotnicze na bezpośredni lot z Polski – w dwie strony! – są „do wyrwania” za niecałe 190 PLN. Spieszcie się, ponieważ taka cena długo się nie utrzyma.

Zegarek nie kłamie. Nieco ponad trzy godziny lotu zmieniły polską, jesienną szarugę w pustynne słońce, operujące nachalnie na niebie. 180 krótkich minut przeistoczyło klasyczny zapach ponurego, rodzimego października-piździernika w egzotyczną woń dobiegającą z kamiennego garnka, w którym znajduje się kamounia z kuminem. 10 800 sekund wywróciło do góry nogami estetykę szklanych wież biurowców warszawskiego Mordoru w kamienne, kilkusetletnie ksary, przytulone do szczytów nieopodal berberyjskich wiosek.

Dla szukających urlopowej triady (święty spokój – all inclusive – słoneczna plaża nad morzem), ten kraj jawi się jako bezpieczne i tanie rozwiązanie. Dla wszystkich pozostałych, szukających przygody, historii i powiewu niecodzienności – Tunezja jest bramą do pustyni, zagadek i miejsc, gdzie czas biegnie nieco inaczej. Wszak to właśnie w Afryce lokalni mieszkańcy mawiają: „Wy macie zegarki, my mamy czas”. Witajcie na południu Tunezji.

Doskonała okazja na szybki jesienny wypad do jednego z najbardziej nieoczywistych miast w Europie. Belfast to raj dla osób szukających nietypowych kadrów. Stolica Irlandii Północnej to nie tylko kultowe bary z piwem, ale żywy świadek historii konfliktu irlandzkich nacjonalistów i republikanów (katolików) z unionistami (protestantami). A do tego historia „niezatapialnego” okrętu i słynne ulster fry, czyli śniadania, które stawiają na nogi skuteczniej niż kawa! Warto skorzystać, póki bilety w doskonałej cenie są dostępne w systemach rezerwacyjnych.

Dla podróżników, którzy szukają taniej możliwości dostania się do urlopowego raju (Malediwy), na wymarzone safari (Uganda), himalajski trekking (Nepal) lub do „wymagających” i egzotycznych miejsc, takich jak Afganistan, Bangladesz czy Irak – nadszedł czas prawdziwych żniw! Wszystko dzięki najnowszej promocji bliskowschodniego przewoźnika. Co ważne, w kalendarzach lotów można znaleźć mnóstwo dat na podróże w pożądanych przez polskich turystów datach (m.in. majówka i Boże Ciało), a dostępne terminy sięgają do października 2025 r. To gdzie się wybierzecie?

Fala powodziowa przechodzi przez Polskę. W województwie lubuskim trwa walka z wysokim stanem wody. Tymczasem na Dolnym Śląsku, w gminach dotkniętych działaniem żywiołu trwa wielkie sprzątanie i powrót do stanu normalności – a na całym obszarze województwa rośnie obawa przed równie niszczycielską falą, która może zmieść dużą część lokalnego sektora turystycznego. To odwołania rezerwacji pobytów w tym regionie, dokonywane przez grupy szkolne, wycieczki oraz turystów indywidualnych. Skala tego zjawiska osiągnęła nienotowaną wcześniej wielkość.

Reportaż Pana Podróżnika z Dolnego Śląska.

Egzotyka i przygoda? Pełną gębą! Tuk-tuki, zwierzęta i wielobarwne ciężarówki na Szosie Karakorumskiej. Zabytki z Listy Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, przelot samolotem ATR-72 nad ośmiotysięcznikiem, punkt łączenia trzech najwyższych pasm górskich świata. Poza tym piasek nad Morzem Arabskim i śniegi Nanga Parbat (8126 m n.p.m.). Kurz i hałas, genialna kuchnia, tajemnicza dolina Hunza – wszystko to czeka na nas w jednym kraju.

A w bonusie otrzymujemy starożytne twierdze, szlachetne klejnoty i drugą najniebezpieczniejszą drogę świata. Gotowi na podróż bez trzymanki? Pakistan Zindabad!

Dla wielu podróżników Korea Południowa jest klejnotem Azji Wschodniej. To właśnie tutaj na niemal każdym kroku można natknąć się na oryginalny mariaż tradycji i nowoczesności. Plaże i wulkaniczne krajobrazy wyspy Czedżu (Jeju) kontrastują z kosmopolitycznym centrum Seulu, tradycyjne pieśni p’ansori rezonują z grupami wykonującymi k-pop, a dania z kimchi sąsiadują z marynowanymi skorupiakami w wersji fusion oraz jedną z najlepszych kuchni ulicznych świata.

Czy warto odwiedzić ojczyznę nowoczesnych technologii, podlaną gęstym sosem niełatwej historii oraz bogactwa kulturowego? To źle zadane pytanie: bardziej zasadna wydaje się kwestia „kiedy”, a nie „czy”.

Era tanich, międzykontynentalnych biletów lotniczych dobiegła końca”. Tak mawiają niektórzy. Inni, w tym Pan Podróżnik, nie wierzą w takie słowa. Efekt? Co powiecie na możliwość przelotu z Europy do Azji w dwie strony, last minute, w letnim terminie (sierpień-wrzesień), w cenie biletu na pierwszą klasę w Pendolino z Warszawy do Gdańska? Jak to możliwe? Czy naprawdę można kupić bilet do Tajlandii za 262 PLN?!

Mawiają, że okazje są po to, aby je wykorzystywać. Dwa zupełnie odmienne kraje, czyli Hiszpania i Albania w trakcie jednego, szybkiego, jesiennego wypadu? Jeżeli się pospieszycie i wykorzystacie propozycję Pana Podróżnika, to w połowie października będziecie mogli zrealizować nietuzinkową podróż za przysłowiową czapkę gruszek. Kto się pisze na taki wyjazd?

Upał rozlewa się po całym ciele. Droga? Na pozór nieco skomplikowana, ale podróż wyzwala nowe pokłady endorfin. Przedwczoraj moczyłem usta w kieliszku porto w Porto, wczoraj szukałem cienia pod Pomnikiem Odkrywców w stolicy Portugalii, wcinając pastéis de nata i spoglądając na most 25 Kwietnia, łączący Lizbonę z Almadą. Dziś fale Oceanu Atlantyckiego obmywają mi stopy, wiatr walczy z latawcami, na horyzoncie widzę statki, których następnym przystankiem będą Bermudy, Bahamy albo Nowy Jork. W kieszeni mam paczkę miętowych gum, chusteczki higieniczne i charakterystyczny bilet, który kusi wolnością wyboru.

Nie mam natomiast kluczyków do auta lub rezerwacji lotniczej. Nie potrzebuję ich na tym wyjeździe.

Chcielibyśmy zwiedzić Kopenhagę, ale to droga przyjemność: loty i atrakcje”. Na szczęście powyższe zdanie mocno traci na aktualności. Wykorzystując okazję na tanie przeloty, możecie zaplanować idealny jesienny weekend w stolicy Danii, nie tracąc ani jednego dnia urlopu. Wolne miasto Christiania, kolorowe kamienice w Nyhavn, Indre By, okolice królewskiego zamku Rosenborg – a przy kontynuowaniu programu CopenPay także darmowe lunche, filiżanka kawy, wycieczki kajakiem, lekcje surfingu i bezpłatne wstępy do muzeów – to wszystko czeka na Was. Kupujcie bilety, kto pierwszy ten lepszy!

Zaplanujcie już teraz realizację świetnego pomysłu podróżniczego na Walentynki. Zabierzcie swoją drugą połówkę na niezapomniany weekend we Włoszech. Romantyczne jezioro Como lub Maggiore, zabytki Mediolanu + klasyczne atrakcje dla podniebienia, czyli zestaw „pizza, pasta, pecorino, prosecco”? Brzmi jak genialny plan! Bilety na bezpośrednie loty w dwie strony, w perfekcyjnej dacie obejmującej święto zakochanych (piątek-niedziela, 14-16.02.2025 r.) kosztują mniej niż wyjście do kina, coca-cola i popcorn. Łapcie bilety, zanim ktoś Was ubiegnie!

Za oknem końcówka wiosny wybuchła mi prosto w twarz, a wspomnienie lutowych esów-floresów, namalowanych na szybie przez mróz, powoli zaczyna się zacierać. W głowie kiełkują plany letnich wyjazdów. Telefon pika, wypluwa smaczny i świeży cytat. „– To dobry dzień dla wszystkich obecnych i, miejmy nadzieję, wielu przyszłych użytkowników lokalnego transportu publicznego”. Te słowa zwiastują nowe podróże, eksplorację zrewitalizowanych obszarów, niespieszne odkrywanie parków narodowych, miast i miasteczek. Pachną przygodą, wiatrem w górach i słońcem na nadmorskim deptaku. I podszyte są małym żalem, ale o tym później.

Koszt transportowy takiej przyjemności? 220 zł miesięcznie. Jak to możliwe?

Jakim środkiem transportu można dostać się do Chin? Najprostsza odpowiedź brzmi: samolotem. Ale nie musimy być niewolnikami najbardziej oczywistych rozwiązań w drodze do Państwa Środka. Podróż autobusem przez step dała odpowiedź m.in. na pytanie, co łączy handlarzy dywanów i terrorystów. Czy da się zatem odwiedzić Region Autonomiczny Sinciang (Xinjiang), wydając na trasie z kazachskiego Ałmaty nieco ponad 230 zł?

Reportaż z nietypowej drogi do Chin, czyli obszerna opowieść Pana Podróżnika, z polityką w tle.

– Czas się nie spieszy, to my nie nadążamy. Lew Tołstoj

Ekspresowy wyjazd z Polski na stratowulkan, w pakiecie z (nie)legalnym spaniem na zboczu. Całość połączona z nietypowym city-breakiem w mieście, które zdecydowanie warte jest grzechu. Wszystko za przysłowiową czapkę gruszek, zaś w realizacji pomysłu – i zmieszczeniu się w niecałej dobie — nie tylko zegarek odgrywał ważną rolę.

Czy się udało? Reportaż Pana Podróżnika z szalonych 24 godzin w podróży, tuż przed pandemią.

Triest, będący ukrytą perłą w koronie włoskich miejscowości? Słowenia, która już samą angielską nazwą kraju (sLOVEnia) zapowiada – być może romantyczne – przygody? A może ekspresowa wycieczka do urokliwej chorwackiej Opatiji oraz kosmopolitycznej Rijeki? Niewiarygodne, ale taką eskapadę lotniczo-kolejową, obejmującą trzy kraje, w dogodnym czerwcowym terminie (piątek-poniedziałek) możecie złapać z Polski za mniej niż 200 PLN. I to jest właśnie prawdziwa okazja!