Tag

inspiracja podrozy

Browsing

Szybki wypad do jednego z najmniej odkrytych krajów Europy, obejmujący weekend (czwartek-niedziela)? Jesienne sprawdzanie, czy Mołdawia faktycznie jest winem płynąca? Plus zwiedzanie miejsca wpisanego do księgi rekordów Guinnessa, a na deser wizyta w jednym z ostatnich skansenów czasów słusznie minionych, czyli w separatystycznym Naddniestrzu?

To wręcz niewiarygodne, ale przelot z Wrocławia do Kiszyniowa, czyli stolicy Mołdawii – oczywiście w dwie strony – na nietypowy city-break możecie złapać w cenie wizyty w kinie na najnowszej odsłonie przygód Supermena, w połączeniu z torbą popcornu i czymś do picia podczas seansu. Zalecam pośpiech w podjęciu decyzji o zakupie, póki bilety są jeszcze w systemie rezerwacyjnym linii lotniczej 🙂

To wspaniałe czasy dla turystów. W dobie otwartych granic oraz tanich połączeń lotniczych, kolejowych czy autokarowych, wybór miejsca kolejnej eskapady może przyprawiać o zawrót głowy. Europa i cały świat stoi otworem, nie tylko w wysokim sezonie, ale również w (naszych) jesiennych miesiącach. Niekiedy zapominamy jednak o rejonach, które są znacznie bliżej Polski niż Dominikana, Tajlandia czy Portugalia.

Z Węgrami spora część naszych rodaków ma relację dość specyficzną. Lubimy powtarzać hasła o bratankach, nostalgicznie wspominać gulasz i wina, czasami westchnąć do Budapesztu, który dla wielu osób jest „tym ładniejszym Wiedniem”. Ale sam Balaton? Wciąż słyszę opinie, że to nadal relikt dawnych czasów, a w czasach taniej egzotyki pod znaku lotów czarterowych, Balaton to kierunek z epoki dużego fiata, oranżady w proszku i campingów pachnących konserwą turystyczną.

Tymczasem to wierutna bzdura. A letni i jesienny Balaton może okazać się czymś zupełnie innym. Łącząc to z innymi węgierskimi atrakcjami, mamy gotowy produkt turystyczny. Lubię przejść od teorii do praktyki, wykorzystuję więc okazję, jadę na Węgry i sprawdzam, czy to prawda.

Siła skojarzeń to potężna broń. Myśląc o Republice Madagaskaru jako o celu egzotycznego wyjazdu, zwłaszcza w ramach turystyki zorganizowanej, tej spod znaku dobrego hotelu i opcji „all inclusive”, łatwo wpaść w iluzję efektu przywiązania. To tylko iluzja, a efekt jest o tyle intrygujący, co nie do końca prawdziwy.

Pod powiekami mamy obrazki z popkultury, w tym słynne lemury i baobaby. W pamięci – historyczne fakty, również te związane z naszą ojczyzną. Przygody Maurycego Beniowskiego, zwanego „królem Madagaskaru”, oraz mocarstwowe plany w okresie międzywojennym, zakładające utworzenie tu polskiej kolonii. Foldery biur podróży kuszą sloganami, w oczy rzucają się te wszystkie „afrykańskie oazy luksusu”, „nieziemsko piękna Nosy Iranja”, „wypoczynkowa Nosy Be”.

To wszystko prawda. I jednocześnie spore niedopowiedzenie, wpadające niekiedy w przegródkę z napisem „kłamstwo”. Zapnijcie pasy, zabieram was na afrykańską wyspę w wersji bez lukru.

Promocja regionów, miast i obiektów to system naczyń połączonych. Rozsądek podpowiada, aby oprzeć się na długoterminowym planie, który możemy ująć w określeniu ewolucja, a nie na jednorazowych wydarzeniach, które są raczej rewolucją. Czy polski turysta posiada przysłowiową „pamięć złotej rybki” i należy mu systematycznie dostarczać nowych informacji i bodźców, przypominających i skłaniających do wyboru danego miejsca jako kolejnego planu wyjazdu?

Problem w mniejszym stopniu dotyka duże miasta i „dojrzałe” atrakcje, które są dość mocno impregnowane na ewentualne fluktuacje ruchu turystycznego. W ich wypadku ryzyko jest pod kontrolą: mogą obronić się dzięki całoroczności oferty i stałemu rezerwuarowi nowych działań bądź kusząc aspektami przyrodniczymi (Kraków, Warszawa, Toruń, Zakopane, miasta nad Bałtykiem). Ale co z mniejszymi ośrodkami, obiektami i miejscowościami, które na pewnym etapie skorzystały z efektu one-off event? Spójrzmy na miasto, które tradycyjnie uznawane jest za pierwszą stolicę Polski oraz kolebkę polskiej państwowości.

Dla wielu turystów lista światowego dziedzictwa UNESCO (World Heritage List) to wyznacznik jakości w odkrywaniu świata – i jednocześnie swoisty kompas wskazujący ewentualne kierunki i miejsca przyszłych podróży oraz zwiedzania. Ogłoszenie nowych wpisów na tej prestiżowej liście zazwyczaj oznacza nie tylko docenienie przez UNESCO walorów i unikalności konkretnego miejsca, regionu, obiektu; w ślad za tym idzie również zwiększony ruch turystyczny, który może nieść ze sobą ryzyko dołożenia kolejnej cegiełki do zjawiska overtourismu.

Nie zmienia to faktu, że każdy nowy wpis to niesamowita radość wśród osób, których działania i starania zostają ukoronowane. Wszak lista UNESCO to nie ranking najpiękniejszych miejsc świata, ale zbiór miejsc wyjątkowych, opowiadających historię naszej kultury, rozwój cywilizacji oraz różnorodność natury.

Jak już wiemy, w tym roku doczekaliśmy się kolejnego polskiego akcentu! Kto jeszcze dołączył do listy światowego dziedzictwa?

Pierwsze skojarzenie, gdy nasze myśli skierujemy na Kaukaz, wędrując do Gruzji i jej stolicy? „Istny raj dla backpackerów, tanio i fajnie”. Tymczasem Tbilisi to nie tylko miasto tętniące gwarem bazarów, rozmowami turystów w common-area budżetowych hosteli i uśmiechami tych, których celem jest zwiedzanie świata możliwie najniższym kosztem. Ktoś, kto pamięta stolicę Gruzji z czasów słusznie minionych, może się mocno zdziwić.

Na przestrzeni ostatnich lat odwiedziłem Gruzję wielokrotnie. Zjeździłem cały kraj: od wschodnich rubieży po zachód i plaże Batumi. Od rozpalonego słońcem południa po kaukaskie szczyty na północy. Spałem w wieloosobowych pokojach, w niedrogich apartamentach, w hotelach bez kategorii oraz tych, które mogły pochwalić się jedną, dwiema, trzema gwiadkami. Tym razem pojechałem do Tbilisi, aby przekonać się, czy prawdziwą jest teza o nowej definicji luksusowego hospitality, jakiego można doświadczyć w 5-gwiazdkowym hotelu w samym centrum gruzińskiej stolicy.

Relacja Pana Podróżnika.

Wiosna-radosna? Zdecydowanie, zwłaszcza w przypadku połączenia świetnej, słonecznej aury z kuchnią, która jest ucztą dla wielu zmysłów: nie tylko smaku, ale również węchu i wzroku. Czy musimy opuszczać naszą stolicę, aby doświadczyć nowych, wiosennych ekscytacji spod znaku widelca, noża i wyczyszczonego do ostatniego kęsa talerza? Niekoniecznie.

Pan Podróżnik, wraz z przedstawicielami mediów, branży turystycznej oraz świata influencerów, wziął udział w spotkaniu w hotelu Novotel Warszawa Centrum. Motywem przewodnim była najnowsza propozycja kulinarna, czyli wiosenna karta, autorstwa Shehaba Abdelaziza. Jak było?

40 lat temu Europa, o czym dowiedzieliśmy się dopiero po pewnym czasie, stanęła na progu ZŁA. Tego, które przyszło ze wschodu. Czarnobyl. Dla jednych: synonim największej katastrofy w historii energetyki jądrowej i jednej z największych katastrof przemysłowych XX wieku. Dla innych to ekscytujące miejsce, działająca na wyobraźnię atrakcja, doskonale funkcjonująca w kulturze masowej.

Jak traktować to miejsce? Jako idealną jednodniową wycieczkę z ukraińskiego Kijowa, niesamowicie popularną i rekomendowaną przez TripAdvisor, wzmocnioną popularnym serialem HBO? Czy jako specyficzną „wizytę na cmentarzu?” Byłem w Czarnobylu w 2010 roku. Byłem w Czarnobylu również w 2018 roku. Jestem z pokolenia, które osobiście pamięta awarię w elektrowni atomowej. Do dziś pamiętam smak płynu Lugola, który musiałem wypić w przedszkolu. I lubię nietypowe miejsca. W przeddzień 32. rocznicy katastrofy w Czarnobylu napisałem tekst-reportaż z tego miejsca, który ukazał się na łamach największego serwisu o podróżowaniu.

Minęło 8 lat – tekst nie stracił nawet na jotę ze swojej aktualności. Dziś obchodzimy 40 rocznicę katastrofy. Chciałbym zabrać was na wycieczkę. Zapnijcie pasy.

Ach, wiosna! Czas na świeżutki, pachnący nowością i inspiracją Outdoor Magazyn. To prawdopodobnie najlepsze tego typu wydawnictwo w Polsce: każdy numer robimy szczerze, w zgodzie z sobą, nie pod publikę. Mamy nadzieję, że nasze działania i inicjatywy staną się przyjemnym dodatkiem – a kto wie, może nawet impulsem do własnych odkryć i wypraw w nietypowe miejsca w Polsce, w Europie, na świecie.

Tworzenie drukowanego kwartalnika, w czasach powszechnej digitalizacji i przepływu czytelników ze świata zadrukowanych kartek do świata liter na ekranie telefonu lub komputera – to proces wymagający ogromnej dbałości o szczegóły: precyzyjnego dopracowywania każdego zdania oraz świadomego planowania zawartości kolejnych wydań. Jako autorzy i redakcja Outdoor Magazynu doskonale zdajemy sobie sprawę, że dokładamy swoją część do większej całości, czyli wspomnianej wyżej inspiracji.
Tym razem, jako PanPodróżnik i jednocześnie „autor-współtwórca”, zapraszam serdecznie do Beneluksu. A gdzie powiodą was literki moich pozostałych utalentowanych kolegów i koleżanek z redakcji?

Trzy dni, kilkadziesiąt prelekcji i relacji z podróży, kilkanaście tysięcy uczestników oraz niezliczona ilość inspiracji do realizacji własnych turystycznych planów – w Gdyni zakończyła się kolejna, już 28. edycja Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów (KOLOSY za rok 2025).

To już tradycja – cały podróżniczy świat przyjeżdża w marcu do Gdyni, aby podzielić się tym, co najpiękniejsze: emocjami, przygodami, wiedzą, pięknymi kadrami oraz praktycznymi poradami dotyczącymi podróżowania w najodleglejsze części globu. Obok doświadczonych eksploratorów, którzy pół swojego życia spędzają w podróży, na Kolosach (jak popularnie skraca się pełną nazwę tego festiwalu) swoimi prelekcjami podzielili się również ci, dla których był to stresujący debiut przed tak liczną publicznością. Bez patosu, za to z energią, która może być źródłem motywacji do spełniania turystycznych marzeń.

Relacja Pana Podróżnika z Gdyni dla Wirtualnej Polski.

Tam, gdzie góry są jak drugi dom, największe jezioro nazywane jest morzem, a dziecko jest twoje i jednocześnie twojego ojca. Tam, gdzie truchło kozy jest piłką, kumys smakuje jak ambrozja, a bagażnik zdezelowanej łady zmienia się w akwarium. Tam, gdzie bezkres, wiatr i zapach czasów minionych. Tam, gdzie woda toczy walkę z Ogniem, a Historia stoi z boku i skubie trawę. Tam, gdzie Nargiza, z nadmiarem uśmiechu i deficytem uzębienia, wyciera palce z resztek beszbarmaku, cedząc z wolna Silerde Polshada beyishtey go, ee? Bizde da oshondoĭ da! (U was w Polsce musi być jak w raju, tak jak u nas).

Uważaj, abyś nie wsiąkł.

Reportaż Pana Podróżnika z Kirgistanu.

Opadł już pył i kurz po jubileuszowej, 60. edycji największych targów turystycznych świata. Do Berlina, na ITB 2026 przyjechali przedstawiciele znakomitej większości krajów figurujących na liście członów ONZ. To praktycznie cały świat w jednym miejscu. Ale czy tego typu targi w dobie zrównoważonego rozwoju, rozwiązań IT ułatwiających promocję i komunikację oraz sztucznej inteligencji zaprzęgniętej do marketingu turystycznego na poziomie miast, regionów, państw – mają jeszcze sens?

Wybrałem się do Berlina. Wróciłem. I stwierdzam: ta edycja była inna niż wszystkie poprzednie. Kilka dni po ich zakończeniu, mając pod powiekami feerię różnorodności, która była widoczna na stoiskach wystawców, po odbyciu dziesiątek rozmów i wydeptaniu łącznie kilkudziesięciu tysięcy kroków w halach Messe Berlin – mogę pokusić się o kilka uwag, bez polityczno-turystycznego lukru poprawności oraz bez pudrowania rzeczywistości. Aby pokazać pełen ogląd sytuacji, całość impresji wzmacniam opiniami tuzów branży turystycznej.

Zatem: co z tym Berlinem i ITB 2026?

Piękna okazja na super wycieczkę w kwietniu, która zajmie caaaałą dłuuugą sobotę i fragment niedzieli. Szybka podpowiedź od Pana Podróżnika: błyskawiczny city break, który ma w sobie klimat północnej przygody, spektakularne widoki rodem z „Gry o tron”, klasykę szkockiego fast foodu, zwiedzanie historycznych miejsc i możliwość sprawdzenia, czy whisky single malt w Szkocji smakuje tak dobrze, jak mawiają.

Całość (przelot z Trójmiasta, w dwie strony, do Aberdeen – jednego z najbardziej imponujących szkockich miast) za cenę, która może wzbudzić uśmiech radości na twarzy wszystkich budżetowych podróżników. Szybko, póki bilety są jeszcze w systemie 🙂

Czymże jest potrawa bez odrobiny przypraw? Czymże jest podróżowanie bez odrobiny szaleństwa? Dla tych, którzy są gotowi na nietypową przygodę – i mogą zaakceptować fakt, iż tego typu podróże zwiększają ślad węglowy – Pan Podróżnik ma coś specjalnego. Co powiecie na ekspresową wycieczkę (obejmującą wtorek i środę) na afrykański kontynent, na południe Maroka? Czy taki wyjazd ma w ogóle sens? I czy faktycznie za bilety lotnicze na międzykontynentalne połączenie w styczniu zapłacicie tyle, co za Pendolino z Krakowa do Warszawy?

Podrzucam inspirację: sami zdecydujcie, czy przyjmiecie wyzwanie 🙂

I takie wiadomości lubimy. Wróciła genialna promocja na tanie połączenia do Czech – tym razem nie na wakacyjne kursy, a na wczesnojesienne wycieczki. Przedłużony weekend w Pradze (piątek-poniedziałek), do której dojedziecie bezpośrednim pociągiem z Krakowa, w cenie niższej niż zakup słynnego Burgera Drwala w McDonald’s?!

Bierzcie i rezerwujcie. Jak to zrobić?

Nie słuchajcie „ekspertów”, którzy twierdzą, że era taniego latania już się skończyła. Przykład przeczący tezie o śmierci ultratanich biletów lotniczych? Niewiarygodna okazja – i to w absolutnym szczycie sezonu (wakacje!) – którą można znaleźć w systemie rezerwacyjnym linii lotniczej Norwegian, operującej także na polskim niebie. Czekają na was okołoweekendowe loty, m.in. z Warszawy, Krakowa i Gdańska. Cel? Samo serce Arktyki, fascynujący (i nie tak mroźny) Spitsbergen.

Ile kosztuje przelot w dwie strony do Longyearbyen, które jest najdalej na północ położonym miastem świata, zaledwie 817 mil (1316 km) od bieguna północnego? Trzymajcie się mocno krzesła: mniej niż 450 PLN! Jak to możliwe?

Gotowi (za moment) na akcję znaną jako zima-trzyma? Mam(y) remedium w formie drukowanych literek. Jest! Pachnący nowością, kipiący przygodą i kuszący okładką, 32. numer Outdoor Magazyn – który swoją premierę ma na trwającym właśnie 23. Krakowskim Festiwalu Górskim! A w środku m.in. felieton Pana Podróżnika o Koronie Gór Polski i (bez)sensie zdobywania jej na czas.

Wiem o czym mówię i piszę, ponieważ… jestem pierwszym Polakiem, który tego dokonał, 24 lata temu. Czy było warto? I co dla was przygotowaliśmy tym razem, w kooperacji z wyśmienitymi autorkami i autorami?

Morze Śródziemne? Fiordy Europy Północnej? Azja? A może coś absolutnie wyjątkowego, czyli rejs dookoła świata? Nasi rodacy coraz częściej wybierają rejsy jako sposób na spędzenie urlopu, a polski rynek jest postrzegany jako jeden z najbardziej dynamicznych i perspektywicznych w Europie. Nie dziwi więc fakt, że włoski armator wycieczkowców Costa Cruises postanowił zaprezentować w Polsce bogactwo swojej nowej oferty, trasy rejsów oraz doświadczenia, które czekają na pokładzie statków na klientów z naszego kraju.

Pan Podróżnik, wraz z kluczowymi partnerami Costy oraz przedstawicielami mediów i branży turystycznej wziął udział w spotkaniu w warszawskim Look Up, zlokalizowanym na wysokości 165 m w wieżowcu Skyliner. Jak było?

Z czym kojarzy się styczeń w Polsce? Najczęściej: z zimowym anturażem, podkreślonym śniegiem i niską temperaturą. A można przecież inaczej: jedna z najpiękniejszych wysp na Morzu Śródziemnych nawet w styczniu kusi kilkunastoma stopniami powyżej zera i idealnymi warunkami do niespiesznego zwiedzania. A gdy loty na Maltę kosztują tyle, co w dzisiejszej propozycji Pana Podróżnika – warto rozważyć zmianę klimatu chociaż na kilka dni.
Jesteście zainteresowani?

To nie musi być gorąca miłość od pierwszego wejrzenia. To nie musi być w ogóle miłość, tylko serdeczna przyjaźń i satysfakcja z dobrego wyboru. Wszak uczucia to skomplikowana materia, a pierwsze wrażenie nie zawsze bywa tym najlepszym. Północna Grecja potrafi zaskoczyć w zupełnie inny sposób niż jej południowe rubieża lub wyspy – a Saloniki i okolice tego wibrującego życiem miasta są doskonałym przykładem na potwierdzenie powyższej tezy.

Pan Podróżnik, wraz z przedstawicielami polskiej branży turystycznej oraz zaproszonymi dziennikarzami, wziął udział w wyjazdowym posiedzeniu największej polskiej organizacji sektora travel, które odbyło się w Salonikach. Wyjazd (i turystyczne forum z udziałem specjalnych gości) połączony był z intensywnym zwiedzaniem i zagłębianiem się w wielokulturowe meandry tej części Europy. Czy warto dołączyć północ Grecji do swoich planów urlopowych? Relacja z regionu Macedonia Środkowa.

Ta okazja wróciła, tym razem z innego miasta (wylotu) w Polsce. Jordania warta poznania, z Poznania :-). Zwiedzanie jednego z siedmiu współczesnych cudów świata + wizyta na słynnej pustyni + iście marsjańskie widoki + gwarantowana słoneczna pogoda + dwa morza, nad którymi można spędzić czas? A to wszystko w trakcie kilkudniowego wyjazdu: bilety lotnicze na bezpośredni lot z Polski – w dwie strony! – są „do wyrwania” za 138 PLN. Spieszcie się, ponieważ taka cena długo się nie utrzyma.

Nie od dziś wiadomo, że dla przewoźników tak zwanym „czasem żniw” są wakacje, okres świąteczny oraz wszelkie długie weekendy. To właśnie wtedy, podczas wertowania systemów rezerwacyjnych, zamiast tanich okazji znajdziecie najdroższe bilety lotnicze, kolejowe i autobusowe. Ale od każdej reguły można znaleźć wyjątki ;-). Co powiecie na wakacyjny przedłużony weekend w Pradze (piątek-poniedziałek), do której dostaniecie się wygodnym, bezpośrednim pociągiem z Krakowa – a bilet w dwie strony uszczupli wasz portfel o 36 PLN?!

Tak, to nie pomyłka! Jak to zrobić?

Przy takich okazjach cenowych, rada jest tylko jedna: do telefonu / komputera marsz… i szybko rezerwować bilety, zanim ktoś was uprzedzi. Tym razem nie ma potrzeby posiadania członkostwa w żadnym klubie zniżkowym: po prostu wchodzicie na stronę przewoźnika lotniczego, kupujecie bilety – i spędzacie czas od sobotniego wczesnego popołudnia do niedzielnych godzin wieczornych w stolicy Rumunii, nie tracąc nawet jednego dnia urlopu. Brzmi jak ciekawy plan?

O tym, że nasi rodacy corocznie wybierają Chorwację jako jeden ze swoich ulubionych kierunków urlopowych, nie trzeba chyba nikomu specjalnie przypominać. Wystarczy spojrzeć na statystyki obejmujące ostatnie miesiące: jeszcze w trakcie trwania wakacji, 27 sierpnia, liczba polskich turystów podróżujących do Chorwacji w 2025 roku przekroczyła milion. Ale ten położony nad Adriatykiem kraj to nie tylko plaże, wyspy i błogi relaks. Wspólnota Turystyczna Województwa Splicko-Dalmatyńskiego postanowiła zaprezentować w Polsce bogactwo swojej oferty turystycznej i gastronomicznej.

Pan Podróżnik wziął udział w spotkaniu i w słynnej dalmatyńskiej marendzie. Jak było?

Jeżeli gdyńskie Kolosy (czyli Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów) są odpowiednikiem Oscarów w polskim świecie travel-eksploracyjnym, to październikowe Krakowskie Spotkania Podróżników są ich prologiem lub suplementem – w zależności od tego, jak na to spojrzymy. Janusz Janowski, czyli twórca Kolosów, połączył swoje siły z ekipą Centrum Kultury „Dworek Białoprądnicki”, czego efektem jest trzydniowy festiwal w dawnej stolicy Polski. Prelegentami są podróżnicy, żeglarze i alpiniści, którzy już przedstawiali swoje opowieści na Kolosach – co nie oznacza, że prezentowane prelekcje są takie same jak na „głównej”, gdyńskiej scenie.

Założenie krakowskich spotkań jest proste: to propagowanie niekomercyjnej działalności eksploracyjnej oraz przybliżenie szerokiej publiczności polskich dokonań w poznawaniu, zdobywaniu i odkrywaniu świata. Pan Podróżnik miał przyjemność wystąpić na tegorocznej edycji Krakowskich Spotkań Podróżników z prelekcją dotyczącą etycznego i sprytnego podróżowania. Jak mu poszło?

Recepta na egzotykę podlaną kreolską fantazją i francuskim sznytem? Szczypta Unii Europejskiej na Oceanie Indyjskim plus istny raj dla miłośników nurkowania i plażowania? Konia z rzędem temu, kto słysząc „Mauritius”, nie skojarzy tego wyspiarskiego państwa z takimi określeniami, jak luksus, drożyzna czy kraj z pocztówki – i jednocześnie będzie w błędzie, ale o tym nieco później. Reunion to jeszcze większa zagadka, ponieważ turyści z Polski stosunkowo rzadko docierają do wulkanicznej perły tej części świata.

Co łączy wspomniane miejsca? Usytuowanie w ramach archipelagu, który bywa przedmiotem śmiesznych pomyłek (– Maskareny? Chyba Malediwy!), przyroda i możliwość uprawiania wieloaspektowej aktywności outdoorowej. Ale Mauritius i Reunion różnią się od siebie, dając potencjalnemu turyście komfort wyboru. Jaką zatem podjąć decyzję?

Październik w kalendarzu? To niechybny znak, że na północy Polski rozpoczyna się trzydniowe podróżnicze święto. Kolejna, już 13. edycja Festiwalu Przygody Wanoga rozpaliła Filharmonię Kaszubską w Wejcherowie ogniem przygody i emocji. Impreza, która w tym roku odbyła się w dniach 10-12 października, na stałe wpisała się do notesu tych wszystkich, którzy spragnieni są podróżniczych opowieści z wszystkich kontynentów.

Pan Podróżnik miał przyjemność gościć na scenie Wanogi w podwójnej roli: prelegenta (przeprowadzając dla uczestników festiwalu autorskie warsztaty podróżnicze) oraz prowadzącego – w rozmowie na głównej scenie z Łukaszem Nowickim. Jak było?

Lista kierunków turystycznych, które przebojem wdzierają się na podróżniczy, gwarny rynek z szyldem „Gdzie warto pojechać”, wciąż się zmienia, przeobraża, rekonfiguruje. Na jej kształt mają wpływ lokalne i światowe konflikty, polityka, inflacja, łatwość dotarcia, zjawiska atmosferyczne czy chociażby moda. Natura nie znosi próżni, a w bliskowschodnim kotle w ostatnich latach pojawiło się nowe, atrakcyjne danie.

Czy można w trakcie jednego wyjazdu połączyć nurkowanie i leniwy wypoczynek spod znaku plażowania z tak odmiennymi typami aktywności, jak nocleg na prawdziwej pustyni w beduińskim namiocie, trekking w iście księżycowym otoczeniu, wypicie hektolitrów herbaty na gwarnym bazarze, podziwianie jednego z siedmiu nowych cudów świata oraz kanioning? A to wszystko bez rozbijania świnki-skarbonki? Witamy w Jordanii

Podróże mogą nie tylko kształcić. Połączenie pasji, przygody i rozwoju zawodowego jawi się jako atrakcyjna droga, którą chce podążać coraz więcej osób. Jak się do tego zabrać? Czy uczniowie szkół o profilu hotelarskim lub turystycznym – w porównaniu do typowych podróżników – są w uprzywilejowanej sytuacji, posiadając specjalny zestaw nabytych umiejętności?

Powyższe pytania nie są bezzasadne. A gdy dochodzi do nich opowieść o niewiarygodnie tanich biletach lotniczych, budżetowych sposobach na podróżowanie, kolorowy pokaz zdjęć i filmów z całego świata: od dżungli w Ameryce Południowej, poprzez arktyczne rubieże, lepkie od gorąca azjatyckie pustynie, skończywszy na szybkich, europejskich city breakach – mamy gotowy plan na emocjonujące spotkanie. I taki właśnie kolorowy świat zobaczyli uczniowie jednej z wodzisławskich szkół ponadpodstawowych… a okazją była prelekcja przeprowadzona przez Pana Podróżnika.

I to się nazywa okazja! Czy można dostać się z Krakowa, Warszawy – ale również z innych polskich miast – na jedną z najpiękniejszych wysp świata, czyli Maderę, za cenę 8 biletów do Multikina? Okazuje się, że tak! To wręcz niewiarygodne, ale bilety łączone (przewoźnicy niskosztowi) pojawiły się w systemach rezerwacyjnych i… jeszcze nie znikły. Rezerwujcie, zanim ktoś was uprzedzi!

Praca nad kwartalnikiem, który wychodzi w druku, to suma uważności, cyzelowanie każdego zdania oraz świadome decyzje dotyczące zawartości kolejnych numerów. Oznacza to, że jako autorzy i redakcja Outdoor Magazynu mamy pełną świadomość faktu dokładania swojej cegiełki do dzieła inspiracji, które może przerodzić się w kolejną, piękną podróż czytelników. Tym razem, jako PanPodróżnik i jednocześnie „autor-współtwórca”, zapraszam serdecznie do najnowszego, kipiącego pomysłami i energią jesiennego numeru najlepszego czasopisma przygodowego. Co dla was przygotowaliśmy?

Pandemia COVID-19 zmieniła sporo reguł gry na rynku turystycznym. Jednym z pozytywnych aspektów – i jednocześnie następstw tego smutnego okresu – jest wyraźnie zdefiniowane i widoczne zjawisko „podróżowania do tutaj”, czyli odkrywanie punktów położonych w Polsce: nie tylko na jej drugim krańcu, lecz wręcz blisko naszego miejsca zamieszkania. Wcześniej, przed pandemią, zbyt często skupialiśmy się na podziwianiu cudów natury i przyrody podczas naszych zagranicznych wojaży – zapominając, że tuż pod nosem mamy równie interesujące punkty, które możemy odwiedzić. Cytat ze Stanisława Jachowicza („Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”) bywał boleśnie aktualny.

Pan Podróżnik ruszył szlakiem polskiego dobra narodowego: jabłek. Do smaków i zapachów dodał szczyptę historii, łyk chmielowego napoju oraz opowieść o bohaterze polsko-amerykańskim. Jak poszło?

Trwa odliczanie przed oficjalnym rozpoczęciem sprzedaży biletów umożliwiających podziwianie Warszawy praktycznie z lotu ptaka. Mowa o Highline Warsaw, czyli najnowszej atrakcji w stolicy Polski. Potężny budynek Varso Tower, „drapiący chmury” swoją iglicą (310 m nad poziomem ulicy) to nie tylko doskonały punkt orientacyjny, nieopodal Pałacu Kultury i Nauki, Złotych Tarasów i dworca Warszawa Centralna – ale również najwyższy taras w całej Unii Europejskiej, który już za kilka dni rozpocznie przyjmowanie pierwszych gości.

Pan Podróżnik miał okazję przedpremierowo zawitać na panoramiczny taras 360°, zajrzeć do HighGarden Rooftop Lounge oraz obejrzeć pokój doświadczeń przedstawiający historię miasta. Czy warto?

Ile powinien kosztować bilet wstępu do jednego z najsłynniejszych obiektów turystycznych w Małopolsce, czyli kopalni soli w Bochni? Normalna cena to blisko 100 PLN (89 PLN przy zakupie online, 98 PLN przy zakupie w kasie). Ale istnieje sposób, aby zwiedzić kopalnię – i to w lipcu, w szczycie sezonu wakacyjnego – za najlepszą możliwą cenę, czyli… 0 PLN! Jak to zrobić?

Gdy chęć nieinterwencyjnej obserwacji świata zderzy się z rzeczywistością, którą można zastać w Iraku, Arabii Saudyjskiej i Pakistanie – efekt może być nieprzewidywalny. I właśnie o tej niejednoznaczności, o codzienności życia i o podróżowania po wspomnianych krajach, które na pozór są odległe nie tyle w sensie geograficznym, co od wyobrażenia o perfekcyjnym turystycznym kierunku – warto rozmawiać i pokazywać stan faktyczny.

Pan Podróżnik odpowiedział na zaproszenie Muzeum Gazowni Warszawskiej i w jej gościnnych progach, w ramach cyklicznej serii prelekcji z globtroterami, odbył spotkanie z widzami. Osią opowieści były jego wyjazdy do podróżniczych świętych Graali, gdzie sacrum miesza się z profanum. Czy warto pozbyć się uprzedzeń?

Na kolorowej mapie turystyczno-festiwalowej, którą tak uwielbiają miłośnicy emocji i podróżniczych opowieści, niedawno pojawiło się nowe miejsce. To festiwal Czas Odkryć, którego III edycja odbyła się w dniach 10-11 maja 2025 r. w Łodzi. Nadkomplet uczestników, którzy przez cały weekend gościli w Domu Kultury 502 na łódzkim Widzewie, przeniósł się (dzięki prelegentom) m.in. na pobocza Ameryki Łacińskiej, do gorącej Palestyny i nietuzinkowej Afryki, na szczyty Kaukazu i w szaloną podróż dookoła świata. Ale to tylko fragment atrakcji, uzupełniony m.in. panelem dyskusyjnym, grą terenową, warsztatami tanecznymi oraz degustacjami oryginalnych potraw.

Pan Podróżnik miał przyjemność gościć na festiwalowej scenie ze swoją prelekcją w sobotnim bloku spotkań. Jak było?

Jaka jest „uczciwa cena” za bezpośredni lot w dwie strony wprost na chorwackie plaże? Z punktu widzenia potencjalnego podróżnika: im niższa, tym lepiej. Co zatem powiecie na zakończenie roku szkolnego (lub nieco wcześniejsze rozpoczęcie wakacji) w jednym z ulubionych krajów naszych rodaków, płacąc za bilet mniej niż za pociąg Pendolino z Krakowa do Warszawy? Rezerwujcie, zanim bilety znikną.

Czy podróże to sposób na zwiększenie poziomu serotoniny u osób, które decydują się na wyjazd na drugi koniec świata? Jak sprzedawać ofertę premium i wspomniane emocje w branży turystycznej? Czy istnieją uniwersalne reguły, które mogą wspomóc pracowników Działów Obsługi Klienta oraz Działów Sprzedaży w biurach podróży podczas ich pracy z potencjalnymi przyszłymi turystami, klientami, podróżnikami? Pan Podróżnik podzielił się swoją wiedzą z pracownikami oddziałów LogosTour – biura, które od 44 lat spełnia marzenia turystów z Polski o podróżach na 7 kontynentów.

Kolos znaczy „duży”. W środowisku podróżniczym to symbol marzeń każdego pasjonata odkrywania świata, niezależnie od żywiołu, który jest ujarzmiany: powietrza, wody, ognia, ziemi. To nie jego fizyczny ciężar ma znaczenie, lecz to, co reprezentuje. Statuetka stanowi wyraz uznania całej społeczności podróżniczej, potwierdzony decyzją Kapituły Kolosów. Mówiąc prościej: KOLOSowe wydarzenie, odbywające się w marcu w Gdyni, to – zachowując odpowiednie proporcje – polski, podróżniczy odpowiednik Oscarów.

Pan Podróżnik był na miejscu, tym razem w podwójnej roli: jako prelegent oraz jako przewodniczący obrad Rady Dziennikarzy – i z głównej sceny miał zaszczyt ogłosić werdykt tego gremium.

Historia rodem z czasów Haruna Ar-Raszida kontra codzienność. Ślady kul na budynkach, stukot młoteczków kotlarzy na miedzianym targu i smak mięsa podkręconego baharatem. Hałas, kurz, feeria barw i ten specyficzny chaos, podlany egzotycznym, bliskowschodnim sosem bezwładu. Bagdad i jego okolice to miejsce na rozdrożu tego, czym zawsze chciało być i tego, czym musiało się stać. Być może to nowy ląd do odkrycia przez podróżników, którzy lubią zbaczać z utartych ścieżek.

Reportaż Pana Podróżnika ze stolicy Iraku.

W zgodnej opinii wielu uczestników Festiwal Podróży i Przygody Bonawentura to jedna z najfajniejszych tego typu imprez w Polsce. Już samo miejsce spotkania (Stary Sącz) jest magiczne: to karpackie miasteczko z klimatem. Ale najważniejszym założeniem jest promocja świadomego i uważnego podróżowania – jak opowiadają sami organizatorzy, Bonawentura to festiwal dla tych, którzy wierzą, że świat pachnie kurzem szutrowych dróg, smakuje kawą gotowaną na ognisku i brzmi jak rozmowy przygodnych współpasażerów w autobusach bez rozkładu jazdy.

Festiwal corocznie odbywa się w budynku kina Sokół, wypełniając po brzegi wnętrze sali, nierzadko z nadkompletem widzów. 13. edycja Bonawentury, która odbyła się w dniach 14-16.02.2025 r. nie odbiegała od tego schematu: na większość z pokazów wszystkie bilety były wyprzedane. Pan Podróżnik miał przyjemność gościć na scenie ze swoją prelekcją w sobotnim bloku spotkań. Jak było?

Na pozór to niemożliwe: czy można spędzić noc (23.00–07.00) w większości dużych polskich miast – m.in. Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Łódź, Szczecin, Katowice, Lublin, Rzeszów, Trójmiasto – za cenę dużej butelki Pepsi? Przy pewnej dozie tolerancji na niewygodę – jak najbardziej tak! Co więcej: lokalizacja tych specyficznych „noclegów”, niekiedy tuż przy portach lotniczych, może stanowić doskonałą alternatywę do kilkugodzinnego oczekiwania w lotniskowej poczekalni na poranny lot.

Opisany patent można potraktować jako awaryjny pomysł na nocleg w obcym mieście – nie jest to promocja dotycząca klasycznego miejsca w hotelu, hostelu lub innym obiekcie noclegowym 😉

Europa to fascynujący kontynent. Oprócz krajów, które szczycą się historią państwowości liczoną w tysiącach lat – na politycznej mapie odnajdziemy także miejsca, gdzie pojęcie „niepodległość” jest stosunkowo świeżym zjawiskiem. Wpatrzeni w klasyczne cele wakacyjnych podróży, mając z tyłu głowy turystyczne przyzwyczajenia, niekiedy tracimy ostrość spojrzenia. I gubimy z horyzontu pomysłów wyjazdowych kraje-perełki, które zdecydowanie zasługują na uwagę.

Takim państwem jest Czarnogóra. Kraj, który zmaga się z „syndromem młodszego brata”. To państwo, które za kilkanaście miesięcy (na wiosnę 2006 r.) świętować będzie 20-lecie proklamowania niepodległości. Czarnogóra wciąż jest nie do końca odkryta, walcząca ze stereotypami i kusząca naszych rodaków tym, czego na próżno szukać nad Bałtykiem. Zatem: hit czy kit?

Pobawmy się w kontrasty. Przykładowo w „tak blisko, tak daleko”. Blisko, ponieważ nawigacja w telefonie nie kłamie. I głosem sztucznej inteligencji wskazuje, że samochodowa trasa z Polski do Rumunii – np. z Krakowa do Oradei – to mniej niż 530 km. Dystans zbliżony do przejażdżki między byłymi stolicami naszego kraju, czyli Krakowem i Poznaniem (460 km).

Daleko, ponieważ Rumunia wciąż musi walczyć o uwagę potencjalnych turystów, udowadniając, że jest niebanalnym celem podróży, a nie tylko przystankiem w drodze na bułgarskie plaże nad Morzem Czarnym. A stereotypy, które niekiedy pokutują w głowach podróżnych przed rozpoczęciem wyjazdu, powinny odejść do lamusa. Postanowiłem rozprawić się z kilkoma z nich, po prostu ruszając w drogę.

Takie akcje Pan Podróżnik lubi i szanuje: łącząc kod zniżkowy na 100 PLN, dostępny w aplikacji jednej z najpopularniejszej sieci sklepów w Polsce oraz sprytne wyszukiwanie ofert noclegowych, możecie za kilkadziesiąt PLN spędzić noc w hotelach 3* i apartamentach w Polsce. Przykład? Hotel 3* NAT (z basenem i śniadaniem) w Świnoujściu za… 85 PLN, hotel TeoDorka Med & Spa w Ciechocinku za 49 PLN czy nocleg w Convictus Cracovia *** w Krakowie za 89 PLN. Ale to nie koniec dobrych informacji: przy podaniu „właściwej” daty urodzin, możliwe są rezerwacje od 1 PLN! Pośpieszcie się: kod jest do odebrania do 28.02.2025 r.

Dla każdego coś miłego: zwolennicy wyjazdów za przysłowiowy grosik mogą skusić się na ultratanie bilety autokarowe z Warszawy do stolicy Litwy, czyli Wilna (zaledwie 23 PLN) lub do stolicy Łotwy – Rygi (36 PLN) w jedną stronę, również w okresie świąt wielkanocnych. A dla poszukiwaczy ekstremalnych wrażeń lub miłośników odkrywania nowych miejsc na swojej podróżniczej mapie – odwiedziny w jednej z najpiękniejszej i najbardziej niedostępnej części świata (Grenlandia) w najlepszym możliwym okresie, czyli w wakacje. Na wyspę, na którą zakusy ma prezydent-elekt Stanów Zjednoczonych Donald Trump, dostaniecie się samolotem z Warszawy za mniej niż 2310 PLN w dwie strony. To co, jaki klimat podróży wybieracie?

Antarktyka i Antarktyda… Na pozór niegościnny rejon świata, niedostępny dla turystyki zorganizowanej. Zamykacie oczy i myślicie o pingwinach, górach lodowych i wszechobecnej pustce. Wyobraźnia podpowiada wam scenariusze, w których odwiedziny lodowego kontynentu to ostateczne wyzwanie dla podróżników mających na rozkładzie odbyte wyjazdy w niemal każdy zakątek naszej planety.

Otwieracie oczy. Jesteście na statku, płyniecie właśnie przez Cieśninę Drake’a, a wasze marzenia stają się realne. Co więcej, drogę na siódmy kontynent znaczy smak najlepszych steków na świecie, które wylądowały na waszych talerzach kilka dni temu w ojczyźnie jednego z popularnych tańców. Jak to zrobić?

I to się nazywa prawdziwa podróżnicza promocja na Black Friday – zatem szybko, szybko, szybko, zanim ktoś was ubiegnie lub specjalny kod przestanie działać. Podróże lotnicze po Polsce za cenę 4 puszek Pepsi, także w okresie świątecznym, noworocznym, w ferie zimowe oraz w trakcie trwania majówki i wakacji? A może wyprawa na inny kontynent za mniej niż 100 PLN? Niewiarygodne, ale takie ceny są do uzyskania przez każdego, a bilety lotnicze trafiają na skrzynki mailowe sprytnych podróżników. Na co czekacie?!