To nie musi być gorąca miłość od pierwszego wejrzenia. To nie musi być w ogóle miłość, tylko serdeczna przyjaźń i satysfakcja z dobrego wyboru. Wszak uczucia to skomplikowana materia, a pierwsze wrażenie nie zawsze bywa tym najlepszym. Północna Grecja potrafi zaskoczyć w zupełnie inny sposób niż jej południowe rubieża lub wyspy – a Saloniki i okolice tego wibrującego życiem miasta są doskonałym przykładem na potwierdzenie powyższej tezy.
Pan Podróżnik, wraz z przedstawicielami polskiej branży turystycznej oraz zaproszonymi dziennikarzami, wziął udział w wyjazdowym posiedzeniu największej polskiej organizacji sektora travel, które odbyło się w Salonikach. Wyjazd (i turystyczne forum z udziałem specjalnych gości) połączony był z intensywnym zwiedzaniem i zagłębianiem się w wielokulturowe meandry tej części Europy. Czy warto dołączyć północ Grecji do swoich planów urlopowych? Relacja z regionu Macedonia Środkowa.
NADMORSKA PRZYGODA
– My naprawdę mamy czym kusić turystów. To nawet nie jest kwestia zabytków i historii, która wylewa się z każdego kąta. To coś więcej: życie nocne, kulinarne atrakcje, klimat, położenie, ludzie, możliwości. W Salonikach nie sposób się nudzić – opowiada mi Viky Chatzivasileiou, której oficjalny tytuł (Deputy Regional Governor for Tourism of the Region of Central Macedonia) jest równie długi jak lista rzeczy „do zrobienia” w tym drugim co do wielkości greckim mieście podczas tej wizyty.
Rozmawiamy w ratuszu miejskim, uśmiecham się do przedstawicieli władz regionu, obok nas przemyka Dimitris Vassilisdis, dyrektor polskiego oddziału Greckiej Narodowej Organizacji Turystycznej. W powietrzu czuć atmosferę turystycznego święta.

Mam małą przewagę nad większością naszej polskiej grupy: to nie jest moja pierwsza wizyta w Salonikach. Poznałem to miasto już wcześniej. Moczyłem nogi nad Zatoką Termajską, nasłuchiwałem gwaru rozmów na nadmorskiej promenadzie, obserwowałem turystów, studentów, mieszkańców, którzy przesiadywali w kawiarniach, barach. Wąchałem Saloniki po swojemu, włóczyłem się po dzielnicy rozrywki i szukałem cienia w pobliżu bizantyjskich budowli.
I właśnie te doświadczenia, które nabyłem kilkanaście – i kilka – lat temu, pozwalają mi spoglądać z wysokości Ano Poli (Górnego Miasta) na grecki miszmasz z nieco innego punktu widzenia.
Saloniki to brama do północy Grecji. I jednocześnie obszar, który może stanowić idealną odpowiedź na pytanie: „Gdzie jechać na nieoczywisty miejski wypad, jeżeli byliśmy już w Paryżu, Londynie, Barcelonie, Neapolu czy Budapeszcie?”. W podjęciu decyzji o ewentualnym wyjeździe mocno pomaga dostępność komunikacyjna: do Salonik wygodnie możemy dostać się m.in. dzięki bezpośrednim lotom z Polski.


Co ważne, potencjał tego połączenia został dostrzeżony nie tylko przez niskokosztowe linie lotnicze, ale również przez naszego narodowego przewoźnika, czyli PLL LOT.
Dzięki temu połączeniu LOT nie tylko ułatwia dostęp do jednej z najpiękniejszych części Grecji, ale również sprawia, że wymarzone wakacje lub krótki city break są na wyciągnięcie ręki – przez cały rok.
Oficjalny komunikat PLL LOT
Prezes zarządu PLL LOT, który towarzyszy całej naszej polskiej grupie podczas oficjalnych części programu wyjazdu, podkreśla całoroczność kierunku; to nie jest tylko letnia ciekawostka w rozkładzie. – Zimą trasa będzie obsługiwana cztery razy w tygodniu: w poniedziałki, środy, czwartki i niedziele. Z kolei latem będziemy latać do Salonik z Warszawy codziennie – opowiada mi Michał Fijoł, podkreślając znaczenie dynamicznego rozwoju siatki połączeń.
Ale Saloniki to nie tylko pomysł na city break. To coś znacznie więcej.

DLA KAŻDEGO COŚ MIŁEGO
Dziwny stan: świadomość, że w Polsce to jesienny czas solidnych warstw ubrań, pracowicie nakładanych na siebie. W Salonikach? Właśnie zakończyłem sesję nicnierobienia na leżaku przy basenie w 5* The Met Hotel, mając świadomość, że temperatura wody jest idealna do złapania równowagi między „czas na relaks” a „bądźmy nieco aktywni”.
20 minut później jestem gotowy do ponownego zwiedzania miasta, które każdy kibic sportowy w Polsce kojarzy z triadą: Aris, Iraklis, PAOK.

Znacie to uczucie, gdy jakieś miejsce od samego początku nie jest dla was „letnie” i jednolite w odbiorze? W Salonikach tego typu wieloznaczności łapią mnie na każdym kroku. Trudna historia miasta, które doświadczyło nie tylko czasów prosperity, ale i potwornego pożaru, woła do nas z mijanych budynków, z pozostałości czasów minionych, z miejsc, które są pomnikiem obecności wielu nacji na przestrzeni wieków. Imperium Osmańskie, Bizancjum, diaspora żydowska, Grecy… listę można rozwijać.
– Cieszymy się słońcem i wolnym czasem. Przyjechaliśmy z okolic Aten, zostaniemy tutaj kilka dni – opowiada mi para dwudziestokilkulatków, napotkana na promenadzie nieopodal ikonicznych „Parasolek”, czyli rzeźby-dzieła sztuki autorstwa Georgesa Zongolopoulosa. – Tutaj jest spokojniej niż w Atenach, nawet w knajpach czuć większy luz – dodają moi tymczasowi przyjaciele, mrużąc oczy w słońcu, które nienachalnie operuje na niebie nad Salonikami.

Z tym luzem, cóż, w pełni zgoda: Saloniki uchodzą za najlepsze miejsce do łapania chwil ulotnych, wędrując po kolejnych dzielnicach w poszukiwaniu nowych wrażeń muzycznych, kulinarnych, estetycznych lub po prostu dla rozrywki. Plan wyjazdu zakłada sporo czasu na samodzielną eksplorację, chodzę więc po mieście, przebijam się przez grupki młodych ludzi (jest ich mnóstwo, a wraz z nimi cały ten jazz: bary, kluby i miejsca, które otwierają się późno i zamykają… no właśnie nie wiadomo, czy w ogóle się zamykają.
Co mógłbym rekomendować turyście z Polski? Zacząć swój imprezowy tour po Salonikach od Ano Poli, łącząc widoki na wieczorne miasto z nieco wolniejszym tempem, niż w szalonych okolicach Valaoritou, gdzie królują koktajlbary i miejsca do tańczenia. Dla miłośników spokojniejszego spędzania czasu rozwiązaniem jest jedna z winiarni na nabrzeżu (Nea Paralia) lub wręcz kluby z tarasami, z których widać zatokę.
A ja? Cóż, zakotwiczyłem nieco dłużej w okolicy Ladadika. I nie żałowałem ani chwili 🙂

SMAKI PÓŁNOCY GRECJI
Będę szczery: nie da się pisać o Salonikach bez dość konkretnego planu jedzeniowego. – Najlepiej takiego, który zakłada, że jemy cały czas, a zwiedzamy przy okazji – śmieje się jeden z naszych łódzkich kolegów, który jest duszą towarzystwa. Cóż, dla smakoszy (i miłośników trunków wszelakich, zwłaszcza bezalkoholowych) to prawdziwy raj. Saloniki jawią się jako jedno z tych miast, gdzie „wyskoczyć coś zjeść” oznacza solidną wyprawę szlakiem kolejnych pyszności, kryjących się pod niewinną postacią meze na talerzykach.
Chcąc przełamać hotelowy standard śniadaniowy, nie mogłem odmówić sobie absolutnego klasyka, czyli bougatsy. Mój nos zaprowadził mnie w okolice placu Arystotelesa, do cukierni, w której kawa plus bougatsa równała się smaczne i pożywne śniadanie.

Cóż to takiego, ów opisywany specjał, zapytacie? Najprościej mówiąc: cienkie, chrupiące ciasto filo, a w środku słodki krem budyniowy posypany cukrem pudrem i cynamonem. – Nie wiem jak inni, ale ja preferuję wersję wytrawną z serem i mięsem. Co kto lubi, bougatsa to nasz lokalny skarb, podobnie jak panoramatos – mruga do mnie uliczny sprzedawca, namawiając do powrotu w boczne uliczki wokół centrum w godzinach popołudniowych, na street food w wersji lunchowej.
No i namówił! Na szczęście, byłem ze znajomymi. Więc w różnorodności siła: nasze żołądki zostały potraktowane specjałami, które były tanie (i błyskawiczne przyrządzone): gyros, souvlaki, koulouri. Na szczęście wszystko było pięknie przełamane dodatkowymi sałatkami i serem. W myślach zapisuję sobie, aby spróbować odwiedzić któryś z polecanych przez naszych greckich przyjaciół targów: Kapani albo Modiano.
Tymczasem zbieram siły do zwiedzania, a pani Julia Kavada i pan George Adamides są już w pełnej gotowości.

ZWIEDZANIE, CZYLI CO ZOBACZYĆ W SALONIKACH
Oczywiście, możesz to zrobić klasycznie. Ale Saloniki to miasto, które próbuję czytać jak książkę, będącą napisaną na wielu kartkach jednocześnie. I biegam po „rozdziałach”: Plac Arystotelesa, nabrzeże, Aleja Nikis, Biała Wieża. Ten ostatni punkt trudno ominąć, mam przy nim (a raczej przy niej) mnóstwo zdjęć z każdych odwiedzin w Salonikach.
Ta niepozorna, masywna budowla, przez wieki pełniła różne funkcje: od fortyfikacji, przez więzienie, aż po muzeum. Dziś? To idealny punkt widokowy, z którego można spojrzeć na miasto z góry i zrozumieć, jak bardzo jest ono „rozlane” i różnorodne: z jednej strony nowoczesne blokowiska, z drugiej ciasne, stare dzielnice wspinające się po wzgórzach.

Kolejne elementy układanki składającej się na plan zwiedzania? Zdjęcia kotów (które są dosłownie wszędzie, konkurując z tureckim Stambułem w kategorii: najbardziej fotogeniczne zwierzęta w miejskiej scenerii. A potem szybki spacer i już jestem niedaleko rzymskiego Łuku Galeriusza. Obowiązkowa chwila zadumy nieopodal Rotundy, która zdążyła już być kościołem, meczetem, mauzoleum i miejscem wystaw. Równie obowiązkowe zdjęcie pod parasolkami, o których już wspominałem – i owiany morską bryzą biegnę w okolice Agory Rzymskiej.
No właśnie, Agora. Trochę schowana, niekiedy niedoceniana… a dla mnie, podczas kolejnej już wizyty w Salonikach, ikoniczny wręcz dowód na to, jak ważnym miastem było to miejsce w czasach starożytnych. Dalsza wizyta, już z panią przewodnik, przeplatana opowieściami o kościele Agios Dimitrios i górnym mieście, czyli Ano Poli.

Kilka godzin wcześniej – odbywam serię spotkań z przedstawicielami sektora turystyki w Salonikach. To miasto doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ważnym komponentem rozwoju jest branża travel. W Ratuszu słucham o hotelach (w tym tych luksusowych, przeznaczonych dla turystów z nieco większym budżetem wyjazdowym), o rejsach, o przewodnikach turystycznych, transporcie, turystyce kulturalnej, wystawach.
Moi koledzy nawiązują kontakty z profesjonalistami reprezentującymi m.in. biura podróży, a ja uciekam myślami do słów, które padły z ust osób zarządzających Organizacją Turystyczną Salonik: – Mamy mnóstwo do zaoferowania turystom z Polski – twierdzą, mając ku temu solidne podstawy.

NIE TYLKO SALONIKI
Nie samym oddechem wielkiego miasta człowiek-turysta żyje. Po gruntownym zwiedzaniu tego drugiego pod względem liczby mieszkańców miasta w Grecji zaczyna pojawiać się myśl: „A może by tak gdzieś wyskoczyć?”. I tu Saloniki pokazują kolejną swoją zaletę: są świetną bazą wypadową.
Jestem tego najlepszym przykładem, ponieważ podczas jednego z moich poprzednich wyjazdów Saloniki potraktowałem jako bazę w drodze na Riwierę Olimpijską, łącząc pobyt z próbą (udaną) zdobycia mitycznej góry bogów, czyli Olimpu. Ważna uwaga: to nie tylko sam szczyt, ale również duży park narodowy, który przyciąga piechurów i tych, którzy chcą po prostu dotknąć legendy.
Podróż w stronę Olimpu to zmiana tempa. Z miejskiego zgiełku wjeżdżamy w krajobraz, który staje się coraz bardziej zielony, coraz bardziej górski. I nagle pojawia się Litochoro: niewielka miejscowość u stóp masywu, coś pomiędzy miasteczkiem turystycznym a spokojną, grecką osadą.

Będąc spragnionym turystycznych wrażeń i chcąc uzupełnić posiadane informacje, z przyjemnością skorzystałem, wraz z moimi towarzyszami, z możliwości odwiedzin w Centrum Informacyjnym Parku Narodowego Olimp.To nie tylko praktyczne miejsce, gdzie można po prostu dowiedzieć się, jakie szlaki są otwarte i jaka pogoda panuje wyżej… ale też małe muzeum przyrody i historii regionu, łącznie z niewielką salą, w której odbywa się projekcja filmowa.
Równocześnie podczas zwiedzania wciąż w głowie rezonują nowe informacje, wszak Olimp to nie tylko mitologia, ale też unikalny ekosystem, w którym spotykają się różne strefy klimatyczne. To również dobra chwila, podczas której, szukając cienia pod rozłożystym drzewem uświadomiłem sobie, że tutaj przyroda i kultura od wieków przeplatają się ze sobą niczym w słowiańskim warkoczu.
Trudno nie zawitać również do Parku Archeologicznego Dion, które kiedyś, gdy ruiny starożytnego miasta były tętniącym życiem miejscem – stanowiło jednocześnie ważny ośrodek religijny, w którym m.in. składano ofiary bogom przed wielkimi wyprawami wojennymi.
…ale o tym (i o kilku innych interesujących miejscach w Macedonii Środkowej, m.in. o winnicach Pantoulis, o klasztorze świętego Dionizosa oraz o hotelu Mediterranean Village w Paralia Katerini – dowiecie się z kolejnego reportażu, który ukaże się w pierwszym kwartale 2026 r. na łamach Pana Podróżnika.


- oficjalna strona Visit Greece (Greckiej Narodowej Organizacji Turystycznej) → tutaj
- oficjalna strona miasta Saloniki → tutaj
- GetYourGuide: 8 najlepszych miejsc do odwiedzenia w Salonikach → tutaj

Autor (Paweł Kunz – Pan Podróżnik) przebywał w Salonikach jako niezależny dziennikarz na zaproszenie Polskiej Izby Turystyki i GNTO. Podmiot zapraszający nie miał wpływu na treść sformułowań i opinii, zawartych w artykule.

Comments are closed.