Siła skojarzeń to potężna broń. Myśląc o Republice Madagaskaru jako o celu egzotycznego wyjazdu, zwłaszcza w ramach turystyki zorganizowanej, tej spod znaku dobrego hotelu i opcji „all inclusive”, łatwo wpaść w iluzję efektu przywiązania. To tylko iluzja, a efekt jest o tyle intrygujący, co nie do końca prawdziwy.
Pod powiekami mamy obrazki z popkultury, w tym słynne lemury i baobaby. W pamięci – historyczne fakty, również te związane z naszą ojczyzną. Przygody Maurycego Beniowskiego, zwanego „królem Madagaskaru”, oraz mocarstwowe plany w okresie międzywojennym, zakładające utworzenie tu polskiej kolonii. Foldery biur podróży kuszą sloganami, w oczy rzucają się te wszystkie „afrykańskie oazy luksusu”, „nieziemsko piękna Nosy Iranja”, „wypoczynkowa Nosy Be”.
To wszystko prawda. I jednocześnie spore niedopowiedzenie, wpadające niekiedy w przegródkę z napisem „kłamstwo”. Zapnijcie pasy, zabieram was na afrykańską wyspę w wersji bez lukru.