To wspaniałe czasy dla turystów. W dobie otwartych granic oraz tanich połączeń lotniczych, kolejowych czy autokarowych, wybór miejsca kolejnej eskapady może przyprawiać o zawrót głowy. Europa i cały świat stoi otworem, nie tylko w wysokim sezonie, ale również w (naszych) jesiennych miesiącach. Niekiedy zapominamy jednak o rejonach, które są znacznie bliżej Polski niż Dominikana, Tajlandia, czy Portugalia.

Z Węgrami spora część naszych rodaków ma relację dość specyficzną. Lubimy powtarzać hasła o bratankach, nostalgicznie wspominać gulasz i wina, czasami westchnąć do Budapesztu, który dla wielu osób jest „tym ładniejszym Wiedniem”. Ale sam Balaton? Wciąż słyszę opinie, że to nadal relikt dawnych czasów, a w czasach taniej egzotyki pod znaku lotów czarterowych, Balaton to kierunek z epoki dużego fiata, oranżady w proszku i campingów pachnących konserwą turystyczną.

Tymczasem to wierutna bzdura. A letni i jesienny Balaton może okazać się czymś zupełnie innym. Łącząc to z innymi węgierskimi atrakcjami, mamy gotowy produkt turystyczny. Lubię przejść od teorii do praktyki, wykorzystuję więc okazję, jadę na Węgry i sprawdzam, czy to prawda.


Dawne historie kontra stan bieżący

– Ech, z wami to niekiedy problemy są. Starsi ludzie pamiętają czasy sprzed zmiany ustroju i upadku Związku Radzieckiego, no i mają określone wyobrażenia. Pytałem o to mojego kolegę z Gdańska. Powiedział mi, że dla niego Balaton to synonim taniego wakacyjnego wypoczynku nad namiastką morza. Miejsca, gdzie można poleżeć nad wodą, zjeść langosza, napić się lokalnego wina i wrócić do domu z opalenizną. Tyle że my naprawdę mamy znacznie więcej do zaoferowania! – w głosie mojego rozmówcy, którego złapałem podczas spaceru po Keszthely, słychać mieszankę irytacji, ironii i nadziei. – Ale nie jest aż tak źle, lubicie do nas przyjeżdżać, lubicie wydawać pieniądze – dodaje z uśmiechem János, który wzbrania się przed podaniem swojego nazwiska, pokazuje mi sklep z pamiątkami i chwilę później znika w jednej z uliczek.

Bywałem tutaj w czasach szczenięcych. Bywałem w czasach przejściowych. Bywam i teraz. Keszthely, położone na zachodnim krańcu jeziora, jest dobrym punktem startowym do obserwacji różnorodności: zachodnia część regionu pozwala zobaczyć, jak bardzo zmieniło się to, co definiuję jako tkankę turystyczną.

Tym razem agenda mojego wyjazdu obejmuje nie tylko wodne atrakcje Balatonu, ale również cały region oraz wizytę w Veszprém. Ale na razie wcinam lody truskawkowe w centrum Keszthely, planując dotrzeć do mojego miejsca zakwaterowania, którym jest hotel Sirius.

Balaton u progu jesieni (c) K. Stypułkowski & panpodroznik.com
Balaton u progu jesieni (c) K. Stypułkowski & panpodroznik.com

Bawię się w kąty. Rzucam walizkę w kąt pokoju, zaglądam w różne kąty całego obiektu. Spozieram kątem oka na elementy wyposażenia, jakość obsługi, stopień zużycia hotelu. Szukam rzeczy, do których mógłbym się doczepić. I, cóż, niewiele znalazłem.

To ten moment, kiedy „niewiele” oznacza, że jest naprawdę dobrze 🙂

Nowoczesny, czterogwiazdkowy obiekt i jego zaplecze wellness jest pierwszą zapowiedzią tego, że dzisiejszy wypoczynek nad Balatonem nie musi oznaczać wyłącznie leżaka ustawionego przy brzegu. Rozmawiam o tym przy kolacji z Petrą Schneider, odpowiedzialną w hotelu Sirius za relacje z gośćmi. – To kwestia podejścia. Dla nas każdy gość jest ważny, ponieważ istotą jest zbudowanie relacji z naszymi klientami na większym poziomie niż bieżący wyjazd i pobyt w naszych murach. Po to, aby przygoda z naszym obiektem nie była jednorazowa – opowiada Petra.

Okolica hotelu Sirius (c) K. Stypułkowski & panpodroznik.com
Okolica hotelu Sirius (c) K. Stypułkowski & panpodroznik.com

Wieczór leniwie toczy się w hotelowym lobby, w sali z bilardem i dartem, w przestrzeni z eleganckimi stolikami przy barze. Wcześniej wpadam z moimi towarzyszami podróży do strefy wellness. Zanurzam się w ciepłej wodzie, wypływam bezpośrednio z wnętrza budynku do zewnętrznego basenu. Łapię wyjazdowy luz, ciesząc się chwilą i brakiem tłumu turystów.

Po powrocie z wodnych atrakcji próbuję przetrawić dobre i złe wiadomości. Dobra jest taka, że widok z okna mojego pokoju jest fenomenalny. Toń Balatonu, przestrzeń, panorama. Całość zwiastuje feerię barw, która powita mnie następnego poranka, podczas wschodu słońca nad jeziorem.

No właśnie, następny dzień. To jest ta zła wiadomość. W planie był lot balonem nad jeziorem. Niestety, predykcja pogody jest nieubłagana: zapowiada się nieco wietrzny dzień, więc lot nie będzie zrealizowany. Wiadomo, bezpieczeństwo jest najważniejsze. Kurczę, szkoda, przecież ja już oneliner i rym sobie przygotowałem: „balonem nad Balatonem”. Takie ładne zdanie i do kosza poleci?


Jezioro za oknem jest czarne jak rozlana kawa. Gdzieś w oddali pojedyncze światła odbijają się w wodzie. To czas szalonych pomysłów. – A może spróbujemy nocnej kąpieli w jeziorze? – rzucam przy stole, gdzie wartko toczy się rozmowa, mimo późnej pory.

Dwadzieścia minut później wychodzę z wody, mokry i zadowolony. Balaton w nocy to dość chłodna przyjemność. Okazało się, że w naszym dziennikarskim towarzystwie znalazły się osoby, których nie należało długo przekonywać.

To potęga spontaniczności.

Pobyt w hotelu Sirius (c) panpodroznik.com
Pobyt w hotelu Sirius (c) panpodroznik.com

Luksus po węgiersku

Największe jezioro Węgier coraz szybciej – i coraz wyraźniej – przestaje być wyłącznie letnim kurortem. Balaton i jego okolice stają się regionem, w którym równie ważnymi elementami jak plażowanie staje się się natura, gastronomia, wino, wellness, aktywny wypoczynek, żeglarstwo. A wszystko to można znaleźć na stosunkowo niewielkim obszarze, który najlepiej poznawać niespiesznie, przemieszczając się pomiędzy kolejnymi miejscowościami, punktami widokowymi i smakami.

Całość podlana jest interesującymi smaczkami historycznymi oraz coraz bardziej kompletną bazą hotelową: od małych pensjonatów i hotelików dla turystów wrażliwych na aspekt finansowy wyjazdu, poprzez trzygwiazdkowe obiekty oraz czterogwiazdkowe, dobre hotele, z „zachodnią” ofertą – ostatnie godziny spędzam w takim właśnie miejscu, czyli w hotel Sirius.

…ale dla turystów żądnych prawdziwego luksusu, Balaton również ma coś do zaoferowania. To już nie jest misja z kategorii niewykonalnych. To jest przykład błyskawicznej transformacji sektora turystycznego i odpowiadania na potrzeby klientów. Stąd nowe, luksusowe, pięciogwiazdkowe obiekty. Takie jak Le Primore Hotel w Hévíz, gdzie rozpoczynam kolejny dzień podróży w rytmie przebogatego śniadania i kieliszka szampana, który w tego typu obiekcie smakuje tak, jak powinien: będąc obietnicą dnia pełnego relaksu w odpowiednim stylu.

Le Primore Hotel w Hévíz (c) panpodroznik.com
Le Primore Hotel w Hévíz (c) panpodroznik.com

– Luksus? Tak, ale po węgiersku. Nie odkrywamy koła na nowo. Chcemy być oazą spokoju dla tych, którzy docenią nasze starania w zakresie oferty Le Primore, oczekują wysokiego standardu, ale jednocześnie czegoś oryginalnego. I my to im dajemy – słyszę z ust Veroniki Horváthné Fehérvári, która w hotelu piastuje stanowisko managera sprzedaży.

Zaglądam do sekcji spa, podziwiam piękny basen i widok z tarasu, robię zdjęcie przy nowoczesnej, przeszklonej windzie. I wchodzę do hotelowej „komory zimna”, sprawdzając, czy jestem gotowy na błyskawiczną zmianę temperatury. Atakuje mnie fala igiełek zimna, jakże inna niż ciepłe wrażenia z sauny w Le Primore. Mróz niekiedy jest elementem prozdrowotnym.

Czy koszt pobytu w tym luksusowym obiekcie również mrozi? Cóż, gdyby naszła was ochota na spędzenie nocy w La Primore, we wrześniu, w wersji half-board (z bufetem obiadowym, śniadaniem, dostępem do strefy spa) oraz z butelką francuskiego szampana, która czekać na was będzie w pokoju – taka przyjemność dla dwóch osób wyceniona jest na ok. 330 EUR.

Dużo? Mało? Spójrzcie na zdjęcia obiektu, recenzje w sieci. Porównajcie z podobnymi obiektami hotelowymi. I sami podejmijcie decyzję.

Le Primore Hotel w Hévíz (c) panpodroznik.com
Le Primore Hotel w Hévíz (c) panpodroznik.com

Balaton dla aktywnych

Próbuję złapać oddech. Nie chciałem włączyć wspomagania, więc ten odcinek pod górę potrafi nieźle dać w kość. Dosiadam niemieckiego rumaka (rower Bergamont), którego silnik ma moc jednego konia – nie, nie mechanicznego, tylko ludzkiego. Mnie. Jadę na wycieczkę po południowo-zachodniej strefie, w którą wdziera się Balaton.

Jeżeli ktoś uważa, że nad Balaton przyjeżdża się przede wszystkim po to, żeby nic nie robić, powinien wybrać się na Kis-Balaton, czyli Mały Balaton. Lub porozmawiać z Kingą Libis z Balaton Bike Tour. Zaręczam, że zmieni(cie) zdanie.

Z poziomu rowerowego siodełka można skoncentrować się na innych aspektach niż podczas spaceru czy przejazdu samochodem. Tutaj jezioro pokazuje swoją bardziej dziką twarz. Rowerowa wyprawa prowadzi przez okolice, w których przyroda gra pierwsze skrzypce. To zupełnie inna forma poznawania regionu. Bez pośpiechu, za to z wodą, zielenią i możliwością obserwowania naturalnego krajobrazu.


– Uwielbiam aktywność rowerową i uważam, że to idealny środek przemieszczania się nad Balatonem. Ale region można odkrywać na wiele sposobów. Nie tylko na rowerze, ale również z pokładu żaglówki, kajaka, a nawet z kosza balonu. Kwestia wyboru, ważne, aby aktywnie – mruga okiem mój rowerowy przewodnik, poprawiając paski przy kasku.

Jeszcze nie wiem, że to będzie całkiem fajna wycieczka. Jeszcze nie wiem, że jednym z elementów będzie całkiem poważny zjazd, a pod oponami chrzęścić będzie piasek. Jeszcze nie wiem, że w okolicach Keszthely naprawdę rowerowo nie można narzekać. To wszystko będę wiedzieć dopiero za kilka godzin. I opinię swoją oprę na własnoręcznych – a raczej własnonożnych – doświadczeniach.

Trasa rowerowa niedaleko Balatonu (c) panpodroznik.com
Trasa rowerowa niedaleko Balatonu (c) panpodroznik.com

Widoki, smaki, zapachy

Balaton się zmienia. Atrakcje się zmieniają. Kluczem wspomniana już wcześniej różnorodność. Nowe atrakcje, wabieniu turystów niestandardowymi możliwościami. Region zaczyna ponownie przyciągać zagranicę, ale jego wzrost nie opiera się już wyłącznie na zwiększaniu liczby turystów spoza Węgier. Nie tędy droga, nie chodzi o doprowadzenie do overtourismu (hej, szanowne miasto Kraków, rozumiesz już, o czym mowa?).

Kluczowa staje się długość pobytu i wartość turysty. Widać ją w statystykach. W 2025 r. zagraniczni goście stanowili niecałe 25 proc. wszystkich przyjazdów nad Balaton, ale odpowiadali za niemal 30 proc. noclegów. To zmiana jakościowa.

Zmianę widzę również w Folly Arborétum: spaceruję po wzgórzu, podziwiam roślinność, oglądam zachód słońca nad jeziorem, piję wino. No właśnie, wino – dawniej tego typu miejsca, prywatne kolekcje botaniczne, kusiły tylko widokiem lub przyrodą. Teraz? Oprócz uprawy młodych roślin oraz kolekcji botanicznej, reprezentowanej przez sosny, jałowce, świerki, a nawet cedry i cyprysy, Folly Arborétum słynie z doskonałych trunków.

Winnica jest bajecznie położona, stok doskonale nasłoneczniony, a białe wino (w moim kieliszku pyszni się Szürkebarát) wprowadza do zwiedzania i relaksu w tym miejscu element lekko magiczny. Biorę więc kolejny łyk, chwytam szkło i roztapiam się w panoramie, rozciągającej się przed moimi oczami. Balaton pod wieczór jest spokojniejszy, bardziej miękki, pozbawiony wakacyjnego zgiełku. Słońce schodzi coraz niżej, tafla jeziora zmienia kolor, za moment zmieni się pogoda.

Ale jeszcze nie teraz, jeszcze chwila, odrobina poetyckiej ciszy.

Zwiedzanie Folly Arborétum (c) panpodroznik.com
Zwiedzanie Folly Arborétum (c) panpodroznik.com

Kilka godzin wcześniej? Zapachy urywają głowę. Jestem w Tihany, które pachnie lawendą. Półwysep jest „instagramowy” do granic przyzwoitości. Białe zabudowania, opactwo górujące nad jeziorem, brukowane uliczki i widoki, które wyglądają tak, jakby niesforny dziennikarz z Polski po prostu przesadził z filtrami.

– Nazywają nas niekiedy fioletowym sercem Balatonu – uśmiecha się Eszter Bittmann z Lavender Tihany. – Mamy tu doskonałą glebę, więc nasze rośliny rosną w najlepszym możliwym miejscu. Wszystko, co tutaj widzisz, jest owocem naszej pasji do lawendy – dodaje Eszter.

…i następuje opowieść o destylacji, o zbiorach, o dobroczynno-zdrowotnym działaniu tego fioletowego cuda. Za szybą uwijają się panie, które pracują na linii produkcyjnej. Piję napój z lawendy, nacieram się olejkiem z lawendy, wącham lawendowe zapachy. I czuję, że za moment nawet moje myśli będą w fioletowym kolorze.

Intrygujące miejsce. Nie tylko dla osób, które lawendę kojarzą wyłącznie ze świeczkami.

Wizyta w Lavender Tihany (c) panpodroznik.com
Wizyta w Lavender Tihany (c) panpodroznik.com

Na koniu, na wodzie, w zamku

Mój plecak wciąż pachnie fioletowymi roślinami z Lavender Tihany. Ale Balaton nie składa się tylko z wody, krajobrazu czy zapachów. Wokół jeziora historia pojawia się niemal na każdym kroku. Jadę więc do miejsca, w którym można przenieść się w czasie. To zamek Sümeg, urokliwie położony na wzgórzu, który nie sposób przeoczyć, jadąc drogą 84 na północ.

Byłem tu już wcześniej, bodajże dwukrotnie. Za każdym razem trafiałem na dość paskudną, deszczową pogodę. Tym razem słońce w pełni wynagradza wcześniejsze niepowodzenia: jest ciepło i przyjemnie, w sam raz na zwiedzanie. A jest co, ponieważ mury zamku Sümeg na przestrzeni wieków widziały wiele. Zamek był siedzibą biskupów, ale i strażnikiem szlaków handlowych. Przeżył obecność wojsk powstania Rakoczego, ale i nieudane próby zdobycia całej fortecy przez tureckich najeźdźców.

Ale nie o historii tylko mowa, lecz o czasach współczesnych. O odbudowie całej warowni. I o słynnych Igrzyskach Jeździeckich, które, ku uciesze turystów, odbywają się kilka razy w tygodniu. Faktycznie, czuję się jak bohater „Gry o Tron”: siedzę na specjalnej trybunie, a przede mną odbywa się defilada koni i turniej rycerski.

Zawody na zamku w Sumeg (c) Sumegvar & panpodroznik.com
Zawody na zamku w Sumeg (c) Sumegvar & panpodroznik.com

W powietrzu słychać szczęk mieczy, całość wygląda bardzo serio-serio, wszyscy mają na sobie stroje z epoki, widać emocje. Za moment kolejne potyczki konne i naziemne, ktoś strzela z łuku, inny z wojów próbuje rzucić kopią, na trybunach błyskają flesze.

A potem nastąpiła „uczta” w zamkowej komnacie. I wrażenie, że nie jestem w XXI wieku, tylko w średniowieczu, jest spotęgowane.

– Nie oddzielamy historii od turystyki. Przeciwnie, robimy z niej widowisko i doświadczenie – mówi mi Krisztina Pajor z zamku Sümeg.

Cóż, ciekawe doświadczenie. Pozwala na pewną zmianę perspektywy.

Zawody na zamku w Sumeg (c) Krzysztof Stypułkowski & panpodroznik.com
Zawody na zamku w Sumeg (c) Krzysztof Stypułkowski & panpodroznik.com

– Łap linę i wybieraj. Samo się nie zrobi – słyszę od kapitana mojej łodzi. On tu rządzi, więc potulnie spełniam jego polecenia. Suniemy przez sam środek Balatonu, a nasza łódź wygląda niczym klasyczny bolid Formuły 1: ma szyk, ma wygląd, ma historię. Kiedyś mocno „namieszała” w regatach żeglarskich i rekordzie Kékszalag – to wyścig Błękitnej Wstążki wokół Balatonu, rozgrywany na trasie ok 160 km.

Wiatr lekko urywa głowę, ale to drobiazg. Wypłynęliśmy z Balatonfüred, wszak mawiają, że to właśnie rejs jest jednym z najlepszych sposobów na zrozumienie Balatonu. Na lądzie widzimy jezioro jako ogromną przestrzeń. Z pokładu łodzi staje się ono całym światem. I nagle dzieje się magia: brzeg zaczyna się oddalać, wiatr robi swoje, a miejscowości, wzgórza i winnice układają się w jeden wielki krajobraz.

Nie jestem wybitnie „wodny”, moim żywiołem od zawsze były góry niż woda. Niemniej, doceniam potęgę przyrody. I to, że każdy może próbować okiełznać wodę po swojemu: od małej łódki po ogromny jacht, od klasycznej jednostki, na pokładzie której właśnie płynę, po ultranowoczesne maszyny, w których wszystko na-i-pod pokładem jest zautomatyzowane.

Rejs po Balatonie (c) K. Stypułkowski & panpodroznik.com
Rejs po Balatonie (c) K. Stypułkowski & panpodroznik.com

…tutaj powinno być wiele mądrych słów. Informacji o szczepach, o sposobie produkcji, o maturacji, butelkach, korkach. O rozróżnianiu smaków, o kolorze. O emocjach. Wszystkie te słowa padły w Balaton Wines Visitor Center w Balatonszőlős, a nasz gospodarz jest istną skarbnicą wiedzy o winie.

To nowa atrakcja, świeżutkie miejsce, otwarte latem 2025 r. Raj dla winiarzy: cały region winiarski Balatonu – i generalnie Węgier – można „zwiedzić” (metodą organoleptyczną) w jednym budynku, przez okrągły rok. Wygląda to na niezły pomysł, aby odkryć różnorodność win w połączeniu z serem i przekąskami.

Trudno będzie mi zapamiętać i powtórzyć wszystkie informacje, którymi karmi mnie z prędkością karabinu maszynowego właściciel tego miejsca. To duża dawka wiedzy, którą doceniam. On jest zawodowcem, a ja skromnym amatorem.

Chłonę atmosferę i zawartość w szkle.

Napawam się chwilą.

Przyjemność.

Wino.

Degustacja w Balaton Wines Visitor Center (c) panpodroznik.com
Degustacja w Balaton Wines Visitor Center (c) panpodroznik.com

Były konie, był zamek, była woda, czas na pałac. Wchodzę do budynku, zadzierając głowę. Anna Grand Hotel w Balatonfüred wygląda jak miejsce, w którym XIX-wieczna arystokracja mogłaby spokojnie debatować o przyszłości monarchii habsburskiej. Korytarze pachną elegancją, historią i dyskretnym luksusem. A ja ciągnę swoją walizkę przez te korytarze, szukając swojego pokoju.

Jakże to inne miejsce od nowoczesnych pięciogwiazdkowych hoteli. Kolejny raz mogę przekonać się, że luksus może być rozmaicie definiowany: dla jednego to zanurzenie w tych wszystkich materiałach wykończeniowych wysokiej klasy.

W urządzeniach, w technice. W multimediach, kodach QR z hotelowym menu, elektrycznych kotarach, telewizorach na pół ściany pokoju.

Dla innych liczy się dyskretny powiew elegancji, sznyt, świadectwo czasów minionych – w dobrym tego słowa znaczeniu.

Niekiedy jedno nie wyklucza drugiego: wnętrze tego historycznego budynku kryje w sobie również spory basen, saunę, jacuzzi, wodną strefę relaksu. Skwapliwie korzystam z tych atrakcji, próbując ułożyć sobie w głowie to, czym jest rejon Balatonu w obecnych czasach.

Anna Grand Hotel w Balatonfüred (c) panpodroznik.com
Anna Grand Hotel w Balatonfüred (c) panpodroznik.com

Jutro czeka mnie Veszprém, Europejska Stolica Kultury 2023. Multimedialne muzeum, kazamaty dawnego więzienia, lokalne smaki w restauracji Fricska. Ale to temat na zupełnie inną opowieść.


Co z tym węgierskim morzem?

Keszthely, Kis-Balaton, Tihany, Balatonfüred, Badacsony, Hévíz, Sümeg. Lista miejsc, które mam pod powiekami. Tyle, że taka lista nie oddaje pełnego charakteru tego regionu Węgier. Wydaje mi się, że Balaton to doświadczenie złożone z wielu elementów.

Wyliczanki robi się prosto. Ponownie: zamykając oczy mogę recytować. Lot balonem (który nie był mi dany), rowerowa trasa, wiatr podczas rejsu żaglówką, lawendowy zapach Tihany, wino wypite podczas zachodu słońca, kąpiel i wellness w Hévíz, średniowieczny zamek w Sümeg. Tyle, że takie zestawienie nie ma większego sensu. Balaton ma w sobie coś, czego nie da się łatwo zmierzyć liczbą hoteli, kilometrów tras rowerowych czy ilością atrakcji. Ma własny rytm. Taki swojski, pasujący do Europy Środkowo-Wschodniej. Do naszego mentalu.

Może nie jest to idealne miejsce, kolor wody nie jest rodem z Sardynii, zachowanie części z osób pracujących przy obsłudze ruchu turystycznego nie licuje z charakterem miejsca a pogoda nie jest gwarantowana niczym w Tunezji. Tak, widzę to, podobnie jak sporo niedoróbek, które można szybko i sprawnie naprawić, zmienić, uzupełnić.


Moim zdaniem warto spróbować obdarzyć ten region kredytem zaufania. I być może wrócić tutaj – to słowa do tych, którzy pamiętają Balaton z czasów ustroju komunistycznego lub z przełomowych lat 90-tych – aby zobaczyć, jak bardzo zmieniło się miejsce, które przez lata wydawało się tak dobrze znane.

Bo Balaton już dawno przestał być tylko węgierskim morzem. Dzisiaj jest jednym z najbardziej różnorodnych regionów wypoczynkowych tej części Europy.

Pamiętajcie o nim, przy planowaniu swoich wojaży. Nie tylko w wakacje. Dla turystów oznacza to większy wybór. A dla regionu – możliwość wydłużenia sezonu.

Bawcie się dobrze! Jó szórakozást!

Deptak nad Balatonem (c) K. Stypułkowski
Deptak nad Balatonem (c) K. Stypułkowski

Banner Przydatne Strony (c) panpodroznik.com
  • serwis VisitBalaton365 (w języku polskim) → TUTAJ
  • oficjalny serwis Folly ArborétumTUTAJ
  • strona zamku SümegTUTAJ
  • serwis i informacje Balaton Wines CenterTUTAJ
  • informacje o Lavender Tihany (w języku polskim) → TUTAJ
  • hotel Le Primore w Hévíz → TUTAJ
  • hotel Sirius w Keszthely → TUTAJ
  • hotel Anna Grand w Balatonfüred → TUTAJ
  • wypożyczalnia rowerów Balaton Bike TourTUTAJ

Pan Podróżnik przebywał w rejonie Balatonu na wyjeździe prasowym zorganizowanym przez VisitBalaton365 oraz ALL Events & PR. Podmiot zapraszający nie miał wpływu na treść sformułowań i opinii, zawartych w reportażu.

Balaton u progu jesieni (c) K. Stypułkowski & panpodroznik.com
Balaton u progu jesieni (c) K. Stypułkowski & panpodroznik.com

Write A Comment