Pierwsze skojarzenie, gdy nasze myśli skierujemy na Kaukaz, wędrując do Gruzji i jej stolicy? „Istny raj dla backpackerów, tanio i fajnie”. Tymczasem Tbilisi to nie tylko miasto tętniące gwarem bazarów, rozmowami turystów w common-area budżetowych hosteli i uśmiechami tych, których celem jest zwiedzanie świata możliwie najniższym kosztem. Ktoś, kto pamięta stolicę Gruzji z czasów słusznie minionych, może się mocno zdziwić.
Na przestrzeni ostatnich lat odwiedziłem Gruzję wielokrotnie. Zjeździłem cały kraj: od wschodnich rubieży po zachód i plaże Batumi. Od rozpalonego słońcem południa po kaukaskie szczyty na północy. Spałem w wieloosobowych pokojach, w niedrogich apartamentach, w hotelach bez kategorii oraz tych, które mogły pochwalić się jedną, dwiema, trzema gwiadkami. Tym razem pojechałem do Tbilisi, aby przekonać się, czy prawdziwą jest teza o nowej definicji luksusowego hospitality, jakiego można doświadczyć w 5-gwiazdkowym hotelu w samym centrum gruzińskiej stolicy.
Relacja Pana Podróżnika.