Mawiają, że trudno o bardziej „polski” kraj podczas wakacyjnych wojaży. Twierdzą, że na uliczkach małych miasteczek w okolicy Makarskiej, Splitu czy Trogiru łatwiej usłyszeć naszą rodzimą mowę niż dźwięczne słowa pobratymców Janicy Kostelić czy Blanki Vlašić. Śmieją się, że widok rejestracji z polską flagą na kempingu to standard i jednocześnie gwarancja imprezy, a sama Chorwacja to tylko plaże, słońce i beztroski wypoczynek.
Żaden z powyższych stereotypów nie jest prawdą. W upalny letni weekend jadę do Chorwacji, pociągiem z Polski. Przeglądam swój plan aktywności outdoorowych na najbliższe dni: rafting, canyoning, zipline, rowery górskie, kitesurfing, elementy wspinaczkowe. Niemożliwe? Ależ skąd!