Tag

Outdoor Magazyn

Browsing

Ach, wiosna! Czas na świeżutki, pachnący nowością i inspiracją Outdoor Magazyn. To prawdopodobnie najlepsze tego typu wydawnictwo w Polsce: każdy numer robimy szczerze, w zgodzie z sobą, nie pod publikę. Mamy nadzieję, że nasze działania i inicjatywy staną się przyjemnym dodatkiem – a kto wie, może nawet impulsem do własnych odkryć i wypraw w nietypowe miejsca w Polsce, w Europie, na świecie.

Tworzenie drukowanego kwartalnika, w czasach powszechnej digitalizacji i przepływu czytelników ze świata zadrukowanych kartek do świata liter na ekranie telefonu lub komputera – to proces wymagający ogromnej dbałości o szczegóły: precyzyjnego dopracowywania każdego zdania oraz świadomego planowania zawartości kolejnych wydań. Jako autorzy i redakcja Outdoor Magazynu doskonale zdajemy sobie sprawę, że dokładamy swoją część do większej całości, czyli wspomnianej wyżej inspiracji.
Tym razem, jako PanPodróżnik i jednocześnie „autor-współtwórca”, zapraszam serdecznie do Beneluksu. A gdzie powiodą was literki moich pozostałych utalentowanych kolegów i koleżanek z redakcji?

Dożyliśmy dziwnych czasów. Góry, te duże, mniejsze i całkiem malutkie, w obrębie naszego polskiego grajdołu stały się areną nieomal walk plemiennych. Po jednej stronie: turyści, którzy chcą deptać górskie szlaki, cieszyć się przyrodą i samą obecnością w pięknych miejscach. Po drugiej: wyczynowcy i pasjonaci cyferek, rekordów, statystyk, skupieni na konkretnym zadaniu, dla których skrót FKT stanowi najważniejszy imperatyw decydujący o zainteresowaniu się danym pasmem i szczytem. Nagroda? Dyplom, książeczka, coś policzalnego.

Zdobywanie szczytów górskich przestało być elitarne. Stało się egalitarne. A wraz z rosnącą popularnością, równie szybko rośnie presja na zrobienie czegoś inaczej niż poprzednicy. Nawiązujące do tradycji antycznej olimpijskie hasło Citius-Altius-Fortius (szybciej, wyżej, mocniej – przyp. aut.) powoduje przesunięcie środka ciężkości. Górska pasja zmienia się niekiedy w wyścig przy wsparciu technologicznego dopingu, ekologia musi ustąpić presji zakładanego rekordu. Czy naprawdę na tym powinno polegać cieszenie się górskim krajobrazem?

Gotowi (za moment) na akcję znaną jako zima-trzyma? Mam(y) remedium w formie drukowanych literek. Jest! Pachnący nowością, kipiący przygodą i kuszący okładką, 32. numer Outdoor Magazyn – który swoją premierę ma na trwającym właśnie 23. Krakowskim Festiwalu Górskim! A w środku m.in. felieton Pana Podróżnika o Koronie Gór Polski i (bez)sensie zdobywania jej na czas.

Wiem o czym mówię i piszę, ponieważ… jestem pierwszym Polakiem, który tego dokonał, 24 lata temu. Czy było warto? I co dla was przygotowaliśmy tym razem, w kooperacji z wyśmienitymi autorkami i autorami?

Praca nad kwartalnikiem, który wychodzi w druku, to suma uważności, cyzelowanie każdego zdania oraz świadome decyzje dotyczące zawartości kolejnych numerów. Oznacza to, że jako autorzy i redakcja Outdoor Magazynu mamy pełną świadomość faktu dokładania swojej cegiełki do dzieła inspiracji, które może przerodzić się w kolejną, piękną podróż czytelników. Tym razem, jako PanPodróżnik i jednocześnie „autor-współtwórca”, zapraszam serdecznie do najnowszego, kipiącego pomysłami i energią jesiennego numeru najlepszego czasopisma przygodowego. Co dla was przygotowaliśmy?

Mawiają, że nie można rozpraszać się ponad miarę. Sztuka uważnego podróżowania to wyłapywanie drobiazgów. Okruchów emocji. Przebłysków światła i zapachów dobiegających z mijanych zaułków. Niekiedy przyprawą jest brud i niewygoda. Częściej, pogoda. Ta sama, która zaprasza do zwiedzania, kusząc słońcem i wesołymi cumulusami. Lub gra z nami w szkockiego wista kartami znaczonymi deszczem i wiatrem przeszywającym do samej skóry. Ale czy to w ogóle przeszkadza? Czy to ma jakieś znaczenie?

Podróżując przez Szkocję pociągiem trudno skupić się na szczegółach. Zegar tyka w rytm mijanych stacji, zmysły odbierają mocne sygnały, droga jest celem samym w sobie.

Czy można pogodzić aktywność outdoorową z doznaniami artystyczno-muzycznymi? Ten nietypowy mariaż jest jak najbardziej wykonalny. Przemierzając górskie szlaki możemy równocześnie uczestniczyć w wydarzeniach rodem z sal koncertowych. I właśnie na jeden z takich festiwali muzycznych, odbywający się w Dolomitach (I Suoni delle Dolomiti) postanowiłem się wybrać – sprawdzając przy okazji, co dobrego słychać w regionie Trentino.

Relacja Pana Podróżnika z Trentino.

Smugi brudu na szybie układają się w szarobure pasy, niczym motyw ludowy na kawałku tkaniny. Za oknem przemykają widoki, które urywają głowę. Czuję przestrzeń, reguluję oddech, odnotowuję kolejne przepaście i mosty nad nimi. Oczy przyzwyczajają się do stałego rytmu – wyznaczanego przez ciemność, tunele, jasność, góry, rozlewające się plamy światła. Na stoliku w przedziale, owinięte w zatłuszczony papier, czekają pachnące resztki prezentu, który sprawiłem sam sobie tuż przed odjazdem. To była budka z pljeskavicą, to było w innym kraju, to było kilka godzin temu, to było pyszne. Tymczasem dźwięczne laku noć (dobranoc) zmieniło się w melodyjne dobro jutro (dzień dobry).

Nazywają go podniebnym ekspresem. Z drugim określeniem mógłbym polemizować. Z pierwszym – nawet nie zamierzam. Całość to przygoda w czystej postaci.

Cykl wydawania kwartalnika ma swoje zalety. Praca nad każdym numerem może toczyć się w nieco innym, uważniejszym i wolniejszym tempie. I tak właśnie dzieje się z Outdoor Magazynem: potężna dawka inspiracji trafia właśnie w ręce czytelników. Jako „autor-współtwórca”, zapraszam wszystkich do lektury nowego, jesiennego numeru Outdoor Magazynu. Co na Was czeka?

Upał rozlewa się po całym ciele. Droga? Na pozór nieco skomplikowana, ale podróż wyzwala nowe pokłady endorfin. Przedwczoraj moczyłem usta w kieliszku porto w Porto, wczoraj szukałem cienia pod Pomnikiem Odkrywców w stolicy Portugalii, wcinając pastéis de nata i spoglądając na most 25 Kwietnia, łączący Lizbonę z Almadą. Dziś fale Oceanu Atlantyckiego obmywają mi stopy, wiatr walczy z latawcami, na horyzoncie widzę statki, których następnym przystankiem będą Bermudy, Bahamy albo Nowy Jork. W kieszeni mam paczkę miętowych gum, chusteczki higieniczne i charakterystyczny bilet, który kusi wolnością wyboru.

Nie mam natomiast kluczyków do auta lub rezerwacji lotniczej. Nie potrzebuję ich na tym wyjeździe.

Za oknem końcówka wiosny wybuchła mi prosto w twarz, a wspomnienie lutowych esów-floresów, namalowanych na szybie przez mróz, powoli zaczyna się zacierać. W głowie kiełkują plany letnich wyjazdów. Telefon pika, wypluwa smaczny i świeży cytat. „– To dobry dzień dla wszystkich obecnych i, miejmy nadzieję, wielu przyszłych użytkowników lokalnego transportu publicznego”. Te słowa zwiastują nowe podróże, eksplorację zrewitalizowanych obszarów, niespieszne odkrywanie parków narodowych, miast i miasteczek. Pachną przygodą, wiatrem w górach i słońcem na nadmorskim deptaku. I podszyte są małym żalem, ale o tym później.

Koszt transportowy takiej przyjemności? 220 zł miesięcznie. Jak to możliwe?

Zima trzyma? Powiadają, że najlepiej rozgrzewa kubek ciepłej herbaty, płomienie ogniska gdzieś na szlaku lub… dobra lektura. Nie mogę podzielić się z wami (chyba, że wirtualnie) herbatą ani miejscem przy ognisku – ale mogę zaprosić do lektury nowego, zimowego numeru Outdoor Magazynu. Czy warto? Potężna dawka inspiracji, zimowe klimaty, ale i wspomnienia nieco cieplejszych okoliczności przyrody + genialne zdjęcia. No i sporo literek, które wyszły spod pióra Pana Podróżnika. Zapraszam do czytania 🙂

Jesień? Są rzeczy stałe, których możemy się spodziewać: opadające liście, feeria ciepłych barw, zapach zbliżającej się zimy, zmienna pogoda oraz… nowy numer Outdoor Magazynu, wypełniający potrzebę dobrej lektury oraz stanowiący antidotum na pluchę za oknem. A, przy okazji, to najfajniejszy papierowy magazyn na polskim rynku! Zapraszam do czytania 🙂

Spłynął dziką rzeką w Kamerunie, samotnie zmagał się z dżunglą w Kongo Brazzaville, ale przyjemność i ukojenie znajduje również na polskich rzekach. Miłośnik zwiedzania świata z pozycji rowerowego siodełka, z czasem przerzucił się na packraft. O podróżach, samotności i tym, jak zacząć przygodę z wodą i packraftami, rozmawiam z podróżnikiem i eksploratorem Dominikiem Szmajdą.

Zapach i faktura papieru, lektura w formie klasycznego „papierowego” tygodnika, miesięcznika – to coś, co dla wielu jest fetyszem. Ja również zaliczam się do tego grona: zarówno jako czytelnik, jak również jako autor. Jestem cholernie zadowolony z faktu bycia kreatywną częścią redakcji, wydającej najfajniejszy papierowy magazyn na polskim rynku! Zapraszam do czytania 🙂

Czujesz wiosnę? Pan Podróżnik też: zieleń wybuchła w twarz, rośliny pączkują… a we wszystkich empikach, salonikach Inmedio, Relay i na Publio.pl pojawił się świeżutki, pachnący inspiracją i przygodą, nowy (już 21), wiosenny numer Outdoor Magazynu. Zobacz, co tym razem przygotowałem wraz z moimi utalentowanymi kolegami.